Recenzje - Kino

Tedi i mapa skarbów - recenzja

2018-01-22 12:36:28

Popularność animowanych filmów dla dzieci nadal utrzymuje się na stałym, bardzo wysokim poziomie. Filmowcy starają się wprowadzać do gatunku coraz to bardziej wymyślne innowacje. Niektóre, oparte na sile symboliki w fabule, inne natomiast ukazane w samej formie wizualnej wykonania produkcji. Świat kinematografii doczekał się już dzieł lepszych i gorszych w tej kategorii, a najnowsza animacja Enrique’a Gato  pt. „Tedi i mapa skarbów” z pewnością zalicza się do tej drugiej grupy. Jeżeli chcecie dowiedzieć się, czym nie powinien być film animowany, przeczytajcie naszą recenzję!

„Tedi i mapa skarbów” to druga już odsłona serii, która opowiada o przygodach Tediego Jonesa. Tym razem tytułowy bohater przyjeżdża do Los Angeles, aby wziąć udział w wystawie jego przyjaciółki, Sary Lavroff, która aktualnie jest znaną archeolożką. W trakcie trwania ekspozycji kobieta zostaje porwana, a Tedi postanawia uratować ją bez względu na to, ile świata będzie musiał w tym celu przemierzyć. Wątek miłosny między głównymi postaciami zdecydowanie został wysunięty na pierwszy plan, chociaż w pierwotnym założeniu to element przygodowy miał w tej produkcji dominować.  

Animowane bajki w głównej mierze tworzone są dla dzieci, chociaż docelową grupę odbiorców mogą stanowić również dorośli. Połącznie cennej lekcji życiowej dla najmłodszych z elementami humorystycznymi, których drugie dno zrozumieją wyłącznie osoby starsze, to coś, co w filmach animowanych zawsze doceniamy. Niestety, w przypadku najnowszego dzieła Enrique’a Gato nawet tak podstawowy zabieg po prostu się nie udał. Granica między tym, co zauważają młodsi widzowie, a co powinni „wyłapać” ludzie dojrzali, jest zbyt mocno zarysowana. W tej produkcji wszelkie wątki lub nawiązania ulegają nadmiernej ekspozycji, nie ma między nimi żadnego subtelnego przejścia. Wszystko jest czarno-białe - albo tylko dla dzieci, albo tylko dla dorosłych.  

Kwestia humorystyczna również pozostawia wiele do życzenia. Żarty definitywnie skierowane w stronę najmłodszych są nazbyt głupkowate, nie niosą za sobą jakichkolwiek przekazów podprogowych. Często nie są nawet zabawne dla docelowych odbiorców. Oczywiście nie dzieje się tak za każdym razem, ale w większości przypadków to, co miało być komiczne, staje się bezsensowne. Może będzie to stwierdzenie zbyt śmiałe, ale reżyser wydaje się postrzegać dzieci jako istoty mało rozumne, kiedy w rzeczywistości zapisują one w swojej podświadomości pewne wzorce, które przekazała im bajka, co ujawnia się w późniejszych etapach życia. Filmy animowane powinny być czymś więcej, niż tylko obrazem przygód i życiowych przyjemności.

Wydawać by się mogło, że nie da się stworzyć kinowego dzieła nieposiadającego fabuły. „Tedi i mapa skarbów” bardzo sprawnie udowadnia, że można wymyślić fabułę na tyle szczątkową, iż praktycznie nieistniejącą. Przedstawione w animacji wątki bardzo rzadko łączą się ze sobą w jakikolwiek logiczny sposób. Sceny po prostu następują po sobie, próżno doszukiwać się tutaj znaków, które tłumaczyłyby zachowanie bohaterów lub zapowiadały kolejne ważne wydarzenia. Produkcja pozostawia ogromne pole do popisu dla interpretatorów i ich rozmyślań, ponieważ nie są oni w stanie znaleźć żadnego punktu zaczepienia w metodzie prowadzenia akcji.

Warstwa muzyczna także jest bardzo uboga. W trakcie trwania animacji usłyszymy tylko jeden utwór, co w odniesieniu do filmów dla dzieci jest dość nietypowym zabiegiem. Przecież z kultowych bajek pamiętamy głównie piosenki, których nie potrafimy wyrzucić ze swojej głowy przez bardzo długi czas. Szkoda, bo może hiszpańska, romantyczna muzyka okazałaby się ostatnią deską ratunku dla „Tediego i mapy skarbów”. 

Film bardzo ogólnikowo można określić jako niedopracowany. Wyraźnie ujawniają się w nim dość banalne błędy, które wynikają prawdopodobnie z nieuwagi i braku większego zaangażowania twórców. Przykładem niech będzie scena, podczas której bohaterowie znajdują się w jaskini, gdzie panuje duży mróz. W jednym kadrze każdy z nich ubrany jest w ciepłe i grube ubrania, natomiast już w następnym kluczowe postacie, jakimś magicznym sposobem, mają na sobie stroje, które nosili podczas pobytu na upalnej pustyni. Tego typu wpadek znalazłoby się o wiele więcej.

Warto zauważyć, że animacja ta posiada również swoje atuty. Od strony technicznej film zrobiony jest poprawnie. Postacie wyglądają tak, jakby były ulepione z plasteliny, co w przypadku tej produkcji sprawdziło się świetnie. Trzeba także zwrócić uwagę na bardzo liczne odniesienia do popkultury, głównie kinowych klasyków. W tym miejscu pojawiają się takie ekranizacje, jak „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” czy animowany „Lucky Luke na Dzikim Zachodzie”, a także zabawne nawiązania do przeboju Elvisa Presley’a. Zostały także poprawione pewne kwestie, które raziły widzów w pierwszej części przygód Tediego. Postać Sary nie jest już tak bardzo "seksualna" i nie przypomina Lary Croft z „Lary Croft: Tomb Raidera”

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem twórcy ponownie wezmą pod uwagę opinie i sugestie odbiorców (o ile oczywiście zaplanowana zostanie trzecia część filmu), ponieważ to w znacznym stopniu dzięki ich spostrzeżeniom animację da się jeszcze w ogóle oglądać bez zażenowania.

Joanna Kowalska

Tedi i mapa skarbów, reż. Enrique Gato, prod. Hiszpania, czas trwania 86 minut, dystr. United International Pictures, polska premiera 19 stycznia 2018 

Film zobaczyłam w kinie OH Kino Arkady Wrocławskie.

fot. materiały prasowe

Słowa kluczowe: film animowany, bajka, ocena, analiza
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Klątwa Ju-on: Początek
Klątwa Ju-on: Początek - recenzja serialu

Japoński serial grozy jest już na Netflix. Czy strach się bać?

Polecamy
Lubaszenko nie w formie
Lubaszenko nie w formie

Zgrane schematy z ministrem chamem czy hollywoodzki pomysł zmiany płci nie są już samograjami, które bez solidnej realizacji zapewniałyby sowitą dawkę rozrywki.

„Legenda” rodem z Hollywood
„Legenda” rodem z Hollywood

„Jestem legendą” jest już czwartym filmem opartym na powieści Richarda Mathesona. Jest jednak pierwszym, który Hollywood zrealizował tak, jak to tylko on potrafi – z rozmachem i wielomilionowym budżetem.

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Konkurs Ziaja