Recenzje - Kino

Stracona szansa (Mroczny rycerz powstaje - recenzja)

2012-08-17 14:56:13

Po ocierającym się o wybitność "Mrocznym rycerzu" publiczność miała prawo się spodziewać godnego ukoronowania trylogii Christophera Nolana o Batmanie. "Mroczny rycerz powstaje" to jednak ogromny zawód. Film męczy, razi idiotycznymi zwrotami akcji, nie do końca wykorzystanymi potencjałami postaci, a od połowy zmienia się w zwyczajną tępą łupaninę.

W ogóle się tego nie spodziewałem - mając świeżo w pamięci kapitalnego poprzednika z dwoma genialnie zarysowanymi charakterami Jokera i Harveya Denta, z fantastycznymi scenami (żeby wspomnieć chocby przesłuchanie w areszcie czy chwile grozy na statku) oraz emocjami, jakie budził "Mroczny rycerz" liczyłem na to, że jego następca przynajmniej spróbuje zbliżyć się poziomem do filmu sprzed czterech lat. Tymczasem jest słabo, momentami nawet bardzo. Zamiast wkręcenia się w klimat było tylko wewnętrzne zdumienie, irytacja, a na końcu nerwowe zerkanie na zegarek i oczekiwanie, kiedy to się skończy. Zupełnie jakbym słuchał piosenki Iwony Węgrowskiej, a nie oglądał Batmana. Może nie potrafiłem obejrzeć "Dark Knight Rises" w całkowitym oderwaniu od reszty i potraktować go jako osobny film, ale z drugiej strony chyba w ogóle nie można i nawet nie należy tego robić. Mroczny rycerz = poprzeczka, Mroczny rycerz powstaje = Rogowska.

Największym zarzutem, jaki kieruję w stronę filmu Nolana jest fakt, że ten w ogóle nie stawia pytań. Nie zmusza do myślenia w trakcie jego oglądania. Jasne, że ta część powinna raczej wyjaśniać niż siać zamęt w głowach, ale "Mroczny rycerz" potrafił zasiać w głowie tęgą rozkminę. Jaka jest cena prawdy? Czy jednostka lepsza, bardziej utalentowana od reszty ma od niej większe prawa? Czy aby dobro zwyciężyło można nabruździć złem i przejąć jego metody? Czy to zło jest wtedy usprawiedliwione? Czy przez to, że przejmujesz zasady złego nie stajesz się taki jak on? Takich pytań była cała masa i może są one nieco naiwne, ale odpowiedzi, jakich udzielał wówczas Nolan nie były jednoznaczne i czekały na swoje rozwinięcie w tej części. Zamiast tego dostajemy banał - opowiastkę o superbohaterze zdegradowanym do roli człowieka ze słabościami, który przegrywa, ale oczywiście podniesie się do ostatniego zrywu i udowodni, że wcielone zło symbolizowane przez Bane'a może iść tam, gdzie poszła cała kasa z Amber Gold.

Właśnie, Bane. Wokół tej postaci można zbudować główną oś wad "Mrocznego rycerza powstaje" i to pomimo faktu, że grający go Tom Hardy to aktorsko bardzo mocny punkt filmu - jest oszczędny, pewny siebie i brutalny. To jednak właśnie przez źle skonstruowany wątek Bane'a filmu nie ogląda się dobrze. Z początku wydaje się nam, że to hiperinteligentny gość, który w każdym aspekcie góruje nad Batmanem. Wydaje się nie mieć słabości - ma motywację, której nie miał Joker, ma też precyzyjny plan tego, co chce osiągnąć, a właściwie zniszczyć. I tenże geniusz zbrodni nagle, nie wiedzieć czemu, zmienia się w tępego tłuka, który wszystko najchętniej potraktowałby za pomocą młotka. Bane to jakiś totalny paradoks, którego warto w tym momencie zestawić z Jokerem. Tamta postać choć była totalnie odrealniona, przerażała. Oglądając Jokera wierzyło się, że ludzie, dla których nie ma żadnych zasad, naprawdę istnieją, a baśniowe Gotham stawało się najbardziej upiorną i całkowicie realną wizją rzeczywistości. Joker razem z Batmanem tworzyli fascynujący współgrający duet przeciwników. Do tego trzeba było jednak pierwiastka geniuszu aktorskiego Heatha Ledgera, który stworzył też niejako przekleństwo serii - filmowy Batman, ażeby był wielki, potrzebuje Jokera. Jego mistrzostwo polegało na tym, że z postaci komiksowej stworzył jak najbardziej namacalnego szaleńca - jego zła się bałem, tutaj tylko się z niego śmiałem.

W "Dark Knight Rises" takiego wroga nie ma. Bane ma swoje cele, ale nie potrafi do nich przekonać, przez co widz odczuwa ogromny zgrzyt pomiędzy realizmem a światem Gotham City. Narracja jest od początku do końca bajkowa i poprowadzona w stylu, którego nie powstydziliby się scenarzyści Esmerald czy innych Luz Marii. Całość kończy się kuriozalnym zwrotem akcji, w którym powielają się najbardziej patetyczne chwyty z "Batman Begins" (Nolan w ogóle powinien zainstalować sobie jakiegoś antywirusa przed uwzględnianiem motywu Ra Al Ghula, tak bardzo jest on creepy), a sprawa Bane'a zostaje rozwiązany w sposób wręcz katastrofalny. W "Mroczny rycerz powstaje" zresztą tak naprawdę jedyne dobre postaci to te czysto ludzkie - służący Alfred, gliniarze Gordon i Blake. To oni popychają film do przodu, kiedy brakuje tego nieskalanego dobrem czarnego charakteru. Mielizn scenariusza nie wyrównują błędy w obsadzie ról kobiecych - Cotillard jest fatalna, a Hathaway poprawna, ale w ogóle nie pasuje do wizerunku Kobiety-Kota.

I koniec końców nawet emocji mi zabrakło. Niby coś się działo, niby film potrafi wciągnąć, ale poczucie straconych szans i tego, czym mógłby być ten film, jest po prostu dojmujące. Nolanowska trylogia okazała się serią, w której jeden film wyprzedził pozostałe o kilka długości.

Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Oceny (w skali 2.0 - 5.0):
Jerzy Ślusarski: 3.5

Recenzja powstała dzięki uprzejmości:

Słowa kluczowe: mroczny rycerz powstaje recenzja batman dark knight rises opinia christopher nolan trylogia batmana

Mroczny rycerz powstaje (36)

Mroczny rycerz powstaje  - Zdjęcie nr 1
Mroczny rycerz powstaje  - Zdjęcie nr 2
Mroczny rycerz powstaje  - Zdjęcie nr 3
Mroczny rycerz powstaje - nowy plakat
Mroczny rycerz powstaje  - Zdjęcie nr 5
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • Przedwojenny portret na płótnie malowany [0]
    Bolt
    2012-08-17 19:34:06
    Nie rozumiem o co Ci chodzi, nie jestem ani trochę podobny do Batmana i od kiedy on biega na 100m? Jeżeli Ci się nie podobało mogłeś dopić fantę i wyjść, a nie rozpisywać się czule na temat całego filmu, który zarobi więcej niż masz cyferek w kalkulatorze.
Zobacz także
Ramen. Smak wspomnień
Ramen. Smak wspomnień - recenzja przedpremierowa

O tym jak miłość do gotowania potrafi jednoczyć ludzi.

Bumblebee
Bumblebee - recenzja

Kameralne Transformersy od Travisa Knighta to zbawienie dla serii.

Beautiful Boy
Mój piękny syn - recenzja

Timothée Chalamet i Steve Carell w poruszającym filmie o sile ojcowskiej miłości.

Polecamy
Piramida - strach być archeologiem [RECENZJA]
Piramida - strach być archeologiem [RECENZJA]

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Powiedzenie to stare jak świat, ale nie odstraszy przecież ambitnych archeologów. A jeśli lubicie oglądać przerażające nagrania z odnalezionych kamer, to "Piramida" Wam się spodoba!

Trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać
Trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać

Przerażająca wizja gimnazjalistek, gotowych oddać swoje ciało za opaskę na włosy i pozbawionych wszelkich hamulców moralnych wstrząśnie zapewne każdym

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Ramen. Smak wspomnień
Ramen. Smak wspomnień - recenzja przedpremierowa

O tym jak miłość do gotowania potrafi jednoczyć ludzi.

Bumblebee
Bumblebee - recenzja

Kameralne Transformersy od Travisa Knighta to zbawienie dla serii.