Recenzje - Kino

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - recenzja spoilerowa

2022-11-13 09:47:15

Uwaga: Recenzja filmu zdradza kluczowe elementy fabuły.

„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” (w oryg. „Black Panther: Wakanda Forever”) to nowy film z Kinowego Uniwersum Marvela. Twórca pierwszej „Czarnej Pantery” - Ryan Coogler nieoczekiwanie stanął przez trudnym wyzwaniem, bardziej życiowym niż reżyserskim czy scenariuszowym. Po śmierci Chadwicka Bosemana,  Coogler  razem z Kevinem Feige musieli zadecydować jak ogarnąć sytuację kryzysową, by nowa produkcja MCU miała sens i godnie żegnała zmarłego aktora, jednocześnie wprowadzając jego następcę bądź następczynię w roli obrońcy Wakandy. Jakie podjęto kroki i czy okazały się one korzystne dla filmowej historii? Czy „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” to dobra rozrywka i ciekawe rozwinięcie marvelowskiego uniwersum? Przeczytajcie recenzję filmu!

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercuT'Challa nie żyje, a Wakanda ma problem

Już sam początek filmu potwierdza przewidywania wielu widzów, że T'Challa zostanie uśmiercony poza kadrem. Dostajemy jedynie zdawkowe informacje o tym, że zachorował na „nieznaną chorobę” i widzimy jak Shuri (Letitia Wright w roli głównej na szczęście sobie radzi) nie jest w stanie na czas wytworzyć lekarstwa w postaci synetycznego kwiatu, który jak wiemy z pierwszej części - daje nadludzkie moce itd. Po pięknie przedstawionym pogrzebie ciało obrońcy Wakandy zostaje zabranie nie wiadomo gdzie, a film zaczyna prezentować nowe problemy i zagrożenia, z jakimi będą się mierzyć główne bohaterki.  

Po pierwsze okazuje się, że Wakanda wcale nie spełniła zapowiedzi otwarcia się na współpracę innymi państwami i nie ma zamiaru dzielić się zasobami Vibranium. Królowa Ramonda jest wściekła, że inne mocarstwa chcą pozyskać jej złoża siłą i grozi, że ruchy takie mogą oznaczać wojnę. Ten wątek nie jest później zbyt rozwijany, a służy raczej przypomnieniu, że w uniwersum funkcjonują nadal takie postacie jak Everett Ross oraz Valentina de Fontaine, by widzów nie zaskoczyła ich obecność w zapowiedzianych serialach i filmach z 5. fazy MCU.

Jednocześnie trwają poszukiwania Vibranium w innych rejonach świata i okazuje się, że wykryto je głęboko pod wodą oceanu. Obszar wydobycia tego cennego metalu chroniony jest jednak przez członków podwodnego państwa, o którym nikt wcześniej nie słyszał. Jego przywódca o imieniu Namor pragnie zachować wcześniejszy stan rzeczy mordując niechcianych przybyszy i zakrada się do Wakandy by ostrzec Ramondę, że jeśli nie będzie z nim współpracowała dla ochrony przed światem zewnętrznym, to on rozpocznie atak wyprzedzający i podbije jej państwo na samym początku.

Namor stawia też królowej ultimatum, nakazując znalezienie i zamordowanie naukowca, który zrobił podwodny wykrywacz Vibranium. Szybko okazuje się, że po wycieczce na amerykańską uczelnię Shuri i Okoye spotykają genialnego konstruktora, który jest… studentką. To Riri Williams, która zdążyła już zbudować sobie latający pancerz w stylu zbroi Iron Mana. Oczywiście nie ma mowy o oddaniu dziewczyny w ręce Namora, zatem i tu powstaje dodatkowy konflikt.

Podwodny złoczyńca

Jak łatwo się domyślić, rozmowami i prezentacją wzajemnych punktów widzenia nie kończą się spory w MCU, więc siła argumentu musi ustąpić argumentom siły. Tej Namorowi nie brakuje, zarówno pod wodą (gdzie czuje się najlepiej) jak też na powierzchni (jest wytrzymały i nadludzko silny), a nawet w powietrzu (ma skrzydełka przy kostkach i w ciekawy sposób porusza się skacząc), co ostatecznie przesądza o konieczności powołaniu do życia nowej Czarnej Pantery, by stawić czoła tak niebezpiecznemu przeciwnikowi.

Tu warto chwilę poświęcić postaci złoczyńcy, bo na początku doskonale rozumiemy motywacje Namora, a jego geneza jest pokazana za pomocą zgrabnej retrospekcji, która jest ciekawa i ma sporo sensu, biorąc pod uwagę, że Marvel rozsiada się coraz wygodniej na polu wskrzeszania zmarłych oraz wspominania o mutantach.

Niestety po pokazaniu Shuri jak wygląda jego podwodne państwo (szczerze - nic ciekawego wizualnie, szczególnie gdy mamy w pamięci zapierające dech, przepiękne krainy  w konkurencyjnym filmie DC - „Aquaman”) i dlaczego za wszelką cenę będzie go strzegł, Namor przybiera oblicze typowego czarnego charakteru z komiksów, który jest zły dla zasady i będzie chciał wojny, aby film nie zakończył się po godzinie.  Z charyzmatycznego bohatera, którego rozumiemy i jest bardzo dobrze zagrany przez Tenocha Huertę zrobił się nagle typowy złoczyńca do pokonania przez nową Czarną Panterę. Na szczęście Namor nie ginie w tym filmie i mamy nadzieję, że jeszcze go zobaczymy, tym razem w lepszych okolicznościach.

Nowa Czarna Pantera

A co z tym następcą T'Challi? Skoro twórcy nie zdecydowali sina tzw. recast, rolę tego superbohatera musiał przejąć ktoś z żyjącej obsady. Padło na Shuri, która jest tu ewidentnie kierowana chęcią zemsty (Namor zabił jej matkę - królową Ramondę!), łączącą się z gigantycznym poczuciem winy i tęsknotą za bratem, którego nie udało jej się uratować.  Gdy zatem pod koniec udaje jej się wyprodukować syntetyczny kwiat, sama zakłada strój kobiecej Czarnej Pantery (przepiękny projekt, nasze subiektywne top3 całego MCU!) i rusza do boju w finałowej bitwie, która jest strasznie „generyczna” i bez ciekawych pomysłów realizacyjnych – ot walki na dzidy gdzieś na statku pośrodku oceanu.

Przed seansem byliśmy pewni, że strój superbohaterki przywdzieje Nakia (Lupita Nyong'o), która była związana uczuciowo z T'Challą, a jest przecież kompetentną tajną agentką i doskonale walczy. Shuri do bitki kompletnie się nie nadaje, a jej umiejętności polegały zawsze na genialnym umyśle i produkowaniu futurystycznych wynalazków, nie szarpaniu się z oponentami w walce wręcz. Padło jednak na nią i trzeba będzie się przyzwyczaić, że od teraz Shuri biega w kostiumie i kopie tyłki.

Nakia natomiast się w tym filmie pojawia na kilka scen, by ostatecznie ujawnić „bombę” w scenie pomiędzy napisami końcowymi. Tu dowiadujemy się, że T'Challa miał z nią dziecko, a obecnie ich kilkuletni syn dostał imię po ojcu. Mały T'Challa to jawny recasting z tym, że odłożony w czasie. Czy takiego uczczenia pamięci Chadwicka Bosemana chcieli fani? Przez cały seans można było mieć w głowie myśl, że twórcy tego filmu nie skupiają się na odejściu postaci, którą grał Boseman tylko jego samego.

Czy to dobrze, czy źle - każdy odpowie sobie  sam. Dla nas problemem jest fakt, że ta smutna sytuacja bardzo źle odbiła się na pokazywanej historii, która nie dość, że jest straszliwie przegadana i rozciągnięta do ponad 2,5 godziny, to jeszcze nic nie wnosi do MCU (główna cecha filmów 4. fazy), naturalnie poza tym, że mamy nową osobę w stroju obrończyni Wakandy i świadomość istnienia podwodnego państwa z Namorem na tronie.

Jakoś mało tu rozrywki...

„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” to film, w którym prawie nie ma scen akcji, a jak już się pojawiają to ich reżyseria nie wyróżnia się żadnymi ciekawymi pomysłami. Chyba najlepiej wypadła pierwsza walka Okoye (Danai Gurira) z Attumą (Alex Livinalli), ale już rewanż, gdy była generał Dory Milaje nosi zbroję (okropnie brzydką, co jest nawet jednym z kilku żartów w filmie, który tym razem jest zrobiony całkowicie na poważnie) jest pokazany beznadziejnie.

Z tą produkcją mamy taki problem, że jako widowisko rozrywkowe nie spełnia swej roli. Akcji jest jak na lekarstwo, śmiesznie niemal nie jest, a ładnie bywa tylko czasami. Głównie mamy tu na myśli kostiumy oraz projekty postaci wśród wojsk Namora. Efekty specjalne są przeciętne, ale nadrabia to scenografia, o ile sceny są dobrze oświetlone, co z drugiej strony częste nie jest, bo podwodne ujęcia oraz akcja nocą maskować mają ograniczenia budżetowe.

W fabule nie uniknięto głupot i dziur fabularnych (np. Jak Shuri przeżyła przebicie na wylot włócznią? Dlaczego pozabijani przez Okoye wojownicy Namora wstali, a w finale można było ich wyeliminować?), a szukając bezapelacyjnych zalet wskazujemy na świetną muzykę oraz aktorstwo kilku drugoplanowych postaci (Angela Bassett i Winston Duke ponownie nie zawodzą). „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” to wyraźnie słabszy film niż poprzednie dzieło Cooglera dla studia Marvel. Z obawą patrzymy w stronę kontynuacji przygód Shuri i jej przyjaciół, ale mamy też nadzieję, że może być lepiej, skoro to bolesne rozstanie z T'Challą mamy już za sobą.

Ocena końcowa: 5/10

Michał Derkacz


fot. materiły prasowe Marvel

 

Słowa kluczowe: film, ocena, opinia, 2022, MCU, Marvel

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia (10)

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia  - Zdjęcie nr 1
Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia  - Zdjęcie nr 2
Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia  - Zdjęcie nr 3
Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia  - Zdjęcie nr 4
Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu - zdjęcia  - Zdjęcie nr 5
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Plan lekcji film Netflix
Plan lekcji - recenzja

Były policjant powraca do walki o sprawiedliwość. Czy warto to zobaczyć?

StraÅźnicy Galaktyki: Coraz bliÅźej święta
Strażnicy Galaktyki: Coraz bliżej święta - recenzja

Czy warto zobaczyć świąteczną podróż ze "Strażnikami Galaktyki"? Oceniamy specjalny projekt Marvela!

Wednesday serial Netflix
Wednesday - recenzja serialu

Jenna Ortega jako Wednesday Addams w serialu Tima Burtona. Czy warto zobaczyć?

Polecamy
kamerdyner
Kamerdyner - recenzja

Przeczytaj naszą recenzję filmu, który zdobył Srebrnego Lwa podczas 43. FPFF w Gdyni.

Kadr z filmu
7 uczuć - recenzja

Jak Michał Koterski sprawdził się w roli Adasia Miauczyńskiego? Przeczytaj recenzję filmu!

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Plan lekcji film Netflix
Plan lekcji - recenzja

Były policjant powraca do walki o sprawiedliwość. Czy warto to zobaczyć?

StraÅźnicy Galaktyki: Coraz bliÅźej święta
Strażnicy Galaktyki: Coraz bliżej święta - recenzja

Czy warto zobaczyć świąteczną podróż ze "Strażnikami Galaktyki"? Oceniamy specjalny projekt Marvela!

Popularne
25 najlepszych filmów wszech czasów
25 najlepszych filmów wszech czasów

Magazyn "Empire" wybrał najlepsze filmy wszech czasów. Zapraszamy do obejrzenia ścisłej czołówki rankingu!

Najlepsze filmy dla zjaranych ludzi
Najlepsze filmy dla zjaranych ludzi

Dym w płucach często łączy się z oglądaniem filmów. Prezentujemy 20 idealnych filmów na wieczór z zielskiem.

12 najlepszych filmów psychologicznych
12 najlepszych filmów psychologicznych

Przedstawiamy najlepsze filmy psychologiczne, które każdego oglądającego zmuszą do refleksji!