Recenzje - Kino

"What happens in Vegas, stays in Vegas"

2009-07-27 14:04:14
 Las Vegas. Stolica hazardu i rozpusty. Prawdziwe Sin City, Miasto Grzechu naszych czasów. Tak wiele filmów zostało nakręconych w jego scenerii. Wydawałoby się, że nie powstanie już nic oryginalnego z jego udziałem. Do czasu – oto bowiem na ekrany kin wchodzi niezwykła komedia: „Kac Vegas”.


We’re getting married in six hours. – Eee, that’s not gonna happen.
Praktycznie od tych słów rozpoczyna się prawie dwugodzinna jazda bez trzymanki. Czterech facetów w środku pustyni, poobijani, pokaleczeni i brudni stoją przy zabrudzonym, niegdyś srebrnym samochodzie. Ten, któremu na imię Phil, wykonuje telefon do przyszłej żony jednego z nich, Doug’a i komunikuje jej, że do ich ślubu raczej nie dojdzie- panowie bowiem zgubili niedoszłego pana młodego. Chwilę później widz cofa się w czasie, aby w formie retrospekcji poznać losy czterech facetów, którzy wybrali się do Las Vegas, aby wyprawić wieczór kawalerski jednemu z nich.

What the f**k happened last night?

Doug (Justin Bartha) jest dobrze zarabiającym człowiekiem, który postanowił się ustatkować – za parę dni bierze bowiem ślub. Jak wiadomo, nieodłącznym elementem ceremonii zaślubin jest, nie mniej ważna, ceremonia zwana wieczorem kawalerskim. Do tego Doug ma prawdziwe szczęście – ma wspaniałych przyjaciół, którzy biorą go do Las Vegas, aby przeżyć w Mieście Grzechu ostatnie chwile swojej wolności.  Phil (Bradley Cooper), Stu (Ed Helms) oraz przyszły szwagier Doug’a Alan (fenomenalny Zach Galifianakis) udają się w podróż srebrnym, zabytkowym Mercedesem teścia Doug’a. Po dotarciu na miejsce, panowie wznoszą toast na dachu wspaniałego hotelu Caesar’s Palace: „za noc, której nigdy nie zapomnimy”. Jednakże toast ten powinien raczej brzmieć: „za noc, której nie będziemy pamiętać”. Następnego dnia bowiem panowie budzą się w swoim apartamencie, który wygląda jak po starciu się w nierównej walce z huraganem Kathrina. Dymiący fotel, porozrzucane ubrania, stłuczone kieliszki, lampy, tygrys w łazience – istny krajobraz po bitwie, co najmniej nuklearnej. Na domiar złego, trzem imprezowiczom zniknął gdzieś główny aktor owego wieczora – Doug, a jego przyjaciele za nic nie mogą sobie przypomnieć, co się działo poprzedniej nocy.

Some guys can’t handle Vegas.
Widz ma okazję, razem z Philem, Stu i Alanem odkrywać coraz to bardziej zaskakujące fakty z poprzedniej nocy. Stu nie ma zęba, Alan znajduje w szafie apartamentu niemowlaka, któremu daje na imię Carlos. Wszyscy trzej mają potężny ból głowy i kaca nie do opisania – zarówno tego spowodowanego alkoholem, jak i moralnego, związanego ze zgubieniem kumpla. Wedle wskazówek, które panowie co chwila odnajdują, odtwarzają swoje kroki z tej zwariowanej nocy, starając się ustalić moment, w którym mogli zgubić pechowego przyszłego pana młodego. Nie chcę zdradzać ani jednego szczegółu więcej – przednią zabawą jest śledzenie poczynań trzech przyjaciół, którzy, jak się okazuje, pod wpływem alkoholu mają niezwykłe pomysły i odwagę, którą wielu nazwałoby głupotą. Od początku filmu wiadomo, że skoro jest to komedia, to czeka nas happy end. Jednakże to, co dzieje się w trakcie tych pasjonujących 100 minut, przechodzi wszelkie oczekiwania – absurd miesza się z groteską, prymitywne żarty z trafnym sarkazmem, niczym drinki, którymi raczyli się owi panowie zeszłej nocy.

Powalająco śmieszne Sin City
Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak świetnej komedii. Reżyser Todd Phillips sprawił, że poziom endorfiny na sali wzrósł do niemal nieosiągalnych granic, powodując fale nieustannego śmiechu – jedno wielkie, zabawne tsunami, którego szczęśliwymi ofiarami są  widzowie. Fantastyczny humor, który gości nieustannie na ekranie oraz pokłady absurdu, które powodują, że nawet Nostradamus nie byłby w stanie przewidzieć swoimi szarlatańskimi ślepiami, jak rozwinie się akcja i jaki jej zwrot nas czeka, sprawiają, że Kac Vegas ma wszelkie zadatki na zajęcie godnego mu miejsca w tzw. „hall of fame” wszechczasów w kategorii komedii. Na szczególną uwagę i aplauz zasługuje gościnny i równie niespodziewany, co cała fabuła, występ Mike’a Tysona, który nadal legitymuje się swoim piekielnie silnym prawym sierpem – czego Alan, chcąc czy nie chcąc, nie omieszka sprawdzić.

Bardzo przemyślany ze strony autorów filmu był również dobór postaci. Mamy więc Phila, obecnie żonatego, który nie stracił swojej charyzmy i cwaniactwa wraz z momentem założenia na palec obrączki. Stu to dentysta podporządkowany swojej apodyktycznej dziewczynie, której planuje się oświadczyć i dać pierścionek babci z Holocaustu. Alan to zarośnięty, wieczny młodzieniec, który swoimi pomysłami nie przystaje do swojej grupy wiekowej. I wreszcie Doug – ostoja, metafora stateczności i rozsądku. Ta różnorodność pozwala widzowi o każdym praktycznie profilu na utożsamianie się z postaciami na ekranie, na wspólne przeżywanie ich rozwoju i w konsekwencji na autentyczne szczęście, spowodowane pomyślnym rozwiązaniem ich trudnej sytuacji życiowej. Jest to element, który dodatkowo sprawia, że Kac Vegas wydaje mi się być komedią genialną, na której każdy powinien się znakomicie bawić.

W czasach, gdy jedyne powstające komedie to te, które w nazwie gatunku mają dodane enigmatyczne słowo „romantyczna”, Kac Vegas skutecznie wyłamuje się z szeregu pokazując, że można zrobić świetną komedię, w której humor stoi na naprawdę wysokim poziomie, a absurdalnych rozwiązań nie powstydziliby się nawet magicy z Latającego Cyrku Monty Pythona. Całej ekipie należą się gromkie brawa, niewątpliwie zasłużone, za stworzenie filmu, który dla wielu może stać się synonimem arcydzieła komediowego. Dla reszty będzie to na pewno świetna zabawa. Ogromna ilość wulgaryzmów na ekranie tylko dodaje smaczku tej produkcji, której na pewno nie można nazwać grzeczną. Na zakończenie pozwolę sobie zacytować teścia Doug’a: „Co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas – poza opryszczką, ją przywleczesz ze sobą”.

Wojciech Busz
(wojciech.busz@dlastudenta.pl)

Recenzja powstała dzięki:

Słowa kluczowe: kac vegas recenzja film opinie las vegas Todd Phillips
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • 100% humoru! [0]
    e
    2009-08-01 00:47:02
    Od początku do końca kwintesencja komedii! :))
Zobacz także
Drapacz chmur
Drapacz chmur - recenzja

Czy warto zobaczyć kolejny wakacyjny film akcji z Dwaynem Johnsonem?

Kadr z filmu
Człowiek bez pamięci - recenzja

Oceniamy koreański thriller o seryjnym mordercy chorym na Alzheimera.

Adrift
41 dni nadziei - recenzja

Shailene Woodley i Sam Claflin dryfują na zniszczonej łodzi. Czy warto to zobaczyć?

Polecamy
Film, który budzi gniew [Układ zamknięty - recenzja]
Film, który budzi gniew [Układ zamknięty - recenzja]

Dawno w polskim kinie nie było filmu, który by wywołał w widzu takie poczucie bezsilności i strachu.

I kto tu jest Obcy?
I kto tu jest Obcy?

Planeta 51” jest dowodem na to, że warunkiem koniecznym powstania dobrego filmu animowanego nie zawsze jest kalifornijskie pochodzenie.

Premiery filmowe
Kupony i kody rabatowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Drapacz chmur
Drapacz chmur - recenzja

Czy warto zobaczyć kolejny wakacyjny film akcji z Dwaynem Johnsonem?

Kadr z filmu
Człowiek bez pamięci - recenzja

Oceniamy koreański thriller o seryjnym mordercy chorym na Alzheimera.