Recenzje - Kino

Candyman - recenzja

2021-08-30 09:47:45

Candyman, Candyman, Candyman, Candyman, Candyman - mówisz to do lustra i on przychodzi, by cię zabić. Legenda miejska o mordercy z hakiem zamiast dłoni jest żywa od wielu lat, a teraz postanowili od nowa przywołać ją Jordan Peele (scenariusz i produkcja) oraz Nia DaCosta (reżyseria). Czy horror „Candyman”, który 27 sierpnia 2021 roku wszedł do polskich kin jest dobry? Przeczytajcie recenzję filmu!

Candyman film 2021

Artysta na tropie mordercy z lustra

„Candyman” to w zasadzie ani remake ani sequel klasycznego slashera z 1992 roku. Twórcy przenoszą akcję do współczesności, a wszystko rozgrywa się miedzy środowiskiem artystycznej bohemy czarnoskórych malarzy i kuratorów sztuki, a biedną dzielnicą „getta”, gdzie zrodzić miała się opowieść o tytułowym mordercy.

Głównym bohaterem filmu jest przeżywający kryzys twórcy artysta Anthony (Yahya Abdul-Mateen II), który właśnie wprowadził się do nowego mieszkania ze swoją dziewczyną Brianną (Teyonah Parris). W poszukiwaniu weny przed nadchodzącą wystawą, nasz protagonista wyrusza śladami Candymana i popada w coraz większą fascynację tą postacią. Jednocześnie zaczynają ginąć kolejne osoby z otoczenia Anthony’ego, dla których zabawa w pięciokrotne wypowiadanie owianego złą sławą imienia kończy się brutalną i krwawą śmiercią.

Właśnie sceny morderstw są największą zaletą filmu. Jest ich tylko kilka, ale wyreżyserowano je w bardzo pomysłowy sposób, uciekając od typowego dla slasherów schematu. Jasne, krew tryska na wszystkie strony, ale czasem nawet nie widzimy jak zabija morderca z lustra, bo wszystko odbywa się poza kadrem, zostawiając nas z przerażającymi dźwiękami, w myśl zasady, że czasem straszniejsze jest to czego nie widać, a wyobraźnia widza szaleje na postawie odgłosów cięcia czy przebijania.

Piękny film z kiepską historią

„Candyman” to także film pięknie nakręcony, z nieoczywistymi kadrami i ujęciami, dającymi sygnał, że artyści tym razem są nie tylko przed, ale i za kamerą. Godna pochwały jest również znakomita muzyka, potęgująca emocje w scenach morderstw, ale zauważalna też w innych momentach. Na oklaski zasługuje również styl animowanych retrospekcji, które pojawiają się kilkukrotnie w czasie seansu. Niestety, tutaj chwalenie nowego „Candymana” się kończy…

Oprócz interesującego wprowadzenia i zawiązania akcji, ogólnie reszta fabuły tego filmu kuleje w boleśnie zauważalny sposób. Historia jest chaotyczna i brakuje w niej spójnego poprowadzenia wątków od początku do końca. Do pewnego momentu fabuła rozwija się płynnie, ale i tak w zasadzie nie wiadomo do czego to wszystko ma prowadzić, a później nagle akcja zaczyna pędzić w stronę zakończenia, by po kompletnie nieudanym i niesatysfakcjonującym finale, skończyć się w otwarty sposób.

Przemiana głównego bohatera została beznadziejnie zaprojektowana i jeszcze gorzej pokazana, psując wcześniejszy klimat mrocznej opowieści, która prześladuje Anthony’ego. Nie dostajemy tu ani rozliczenia z historią dawnego Candymana, ani solidnej genezy jego następcy. Najwięcej pretensji można jednak mieć do twórców o to, że ich horror wcale nie jest straszny. Grozy jest tu tylko troszkę w tych kilku scenach, o których pisaliśmy na początku.

Dlaczego tak mało tu grozy?

Zdaje się, że bardziej niż na budowaniu napięcia wśród widzów, twórcy starali się zwrócić ich uwagę na problemy społeczno-polityczne wśród czarnoskórej społeczności w USA. Potwierdza to nawet tekst na jednej z plansz końcowych. Szkoda, bo Jordan Peele już pokazywał, że potrafi łączyć fascynującą historię z jakimś głębszym przesłaniem na temat rasizmu i wykluczenia. Tym razem się to nieudało, a próby takiego zabiegu odbyły się kosztem fabuły.

Nie można też pochwalić nieudolnej próby zamienienia slashera w body horror. Gnijąca ręka Anthony’ego jest jedynie źródłem konsternacji i obrzydzenia wśród widzów, którzy przez pół seansu zastanawiają się, dlaczego ten gość jeszcze nie poszedł do lekarza. Yahya Abdul-Mateen II grał jak tylko potrafił, by jego postać była dla nas wiarygodna, ale kiepski scenariusz pogrzebał wszelkie jego starania. Szkoda, bo ostatecznie „Candyman” jest filmem doskonałym wizualnie, ale rozczarowującym na wielu ważniejszych płaszczyznach.

Ocena końcowa: 6/10

Michał Derkacz


fot. materiały prasowe

Słowa kluczowe: film, ocena, 2021, horror, remake, sequel
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Diuna: Część druga
Diuna: Część druga - recenzja

Nowy klasyk science fiction czy tylko poprawna kontynuacja?

Marvels film 2023
Marvels - recenzja wydania Blu-ray

Czy warto kupić ten film dla materiałów dodatkowych?

Vincent musi umrzeć
Vincent musi umrzeć - recenzja

Co robić, kiedy kontakt wzrokowy zamienia się w walkę o życie?

Polecamy
Pajęcza Głowa
Pajęcza Głowa - recenzja

Jeśli lubicie filmy o eksperymentach społeczno-medycznych, to ten thriller powinniście zobaczyć.

Cicha ziemia film
Cicha ziemia - recenzja festiwalowa

Oceniamy dramat Agi Woszczyńskiej z MFF Nowe Horyzonty 2022.

Polecamy
Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Diuna: Część druga
Diuna: Część druga - recenzja

Nowy klasyk science fiction czy tylko poprawna kontynuacja?

Marvels film 2023
Marvels - recenzja wydania Blu-ray

Czy warto kupić ten film dla materiałów dodatkowych?

Popularne
impresjonisci film
Impresjoniści - recenzja

Film pokazuje przebieg wspólnego życia malarza Pierre Bodnarda i jego ukochanej Marthe. Czy warto to zobaczyć?

Premiera światowego widowiska "Amadeus Live" we Wrocławiu [WIDEO]

Wrocławska Hala Stulecia dołączy do elitarnego grona, które zaprezentują to widowisko.