Recenzje - Kino

Transformers w służbie Ameryki (recenzja)

2011-06-30 12:04:40

Wlatujące z metalicznym dźwiękiem gwiazdki Paramount nie pozostawiają wątpliwości, na jakim filmie właśnie jesteś. „Transformers 3” – godne uhonorowane serii czy specjalne efekty i nic poza tym?

Kiedy Apollo 11 z Neilem Armstrongiem i Buzzem Aldrinem lądował 20 lipca 1969 roku na Księżycu, opinia publiczna na zachód od Żelaznej Kurtyny była zachwycona, a w ZSRR musieli za karę, za tę porażkę, pić czystą wodę. Ale nie wszystko było takie, jakie się wydawało. Armstrong i Aldrin nie polecieli na Księżyc tylko po to, żeby wypowiedzieć zapewne długo wymyślany bon mot. Otóż ich misją było przede wszystkim zbadanie obcego statku, który rozbił się na satelicie Ziemi. W ogromnym kosmicznym pojeździe znaleźli coś, co wyglądało jak wielka, metalowa twarz…

50 lat później, na naszej pięknej planecie, równie piękni ludzie, czyli Sam Witwicky (Shia LaBeouf) i jego nowa dziewczyna Carly (Rosie Huntington-Whiteley) wiodą spokojne życie, w którym Carly pracuje dla przystojnego milionera Williama Lennoxa (Josh Duhamel), a Sam, pękając z zazdrości, bezskutecznie poszukuje pracy – nawet jego uśmiechnięte zdjęcie z Barackiem Obamą, wręczającym mu medal za zasługi, nie pomaga przy procesach rekrutacyjnych. Odkryte przez niego Autoboty, z Optimusem Prime na czele, współpracują z amerykańskim wojskiem, tropiąc pozostałości po Deceptikonach. Sielanka skończy się jednak, gdy Autoboty odkryją prawdę o statku na Księżycu i doświadczą powrotu swojego odwiecznego antagonisty, a los całego ludzkiego świata leżał będzie w ich transformujących się rękach  oraz na barkach nielicznych, odważnych ludzi.

Streszczenie fabuły dwu i pół godzinnego filmu to jak wypisanie z pamięci wszystkich dziewczyn Hugh Hefnera. Więc poprzestanę na tych dwóch akapitach. Zresztą, jak można się domyślić, „Transformers 3” to niespecjalnie jest film, w którym fabuła jest stalowym szkieletem, nieodzowną esencją. Tutaj to raczej zbiór ości, do tego niepochodzących z jednego źródła, posklejanych klejem w sztyfcie – wystarczy, żeby udźwignąć wizualną stronę filmu. O tym za chwilę.

Najpierw o aktorstwie. Kunszt sceniczny Transformerów oceniam na sztywny, za słabo grają twarzą i ciałem, maskując to podniosłymi głosami. Nie wiem, kto im dał angaż w tak drogim i wyczekiwanym filmie. Zresztą, ludzka część obsady – poza gościnnymi występami Johna Malkovicha, Johna Turturro i  Frances McDormand, a także po części rolą Josha Duhamela – chyba postanowiła dostosować swoją grę do komputerowo stworzonych koleżków, bo LaBeouf i banda grają tak sztucznie, że aż trybiki zaczynają skrzypieć. Na pewno duża w tym zasługa scenariusza, który co chwilę daje im okazję do popisu – pseudopatetyczne dialogi na tle wybuchów i walki, tak dobrze nam wszystkim znane i tak często przez nas wyśmiewane pojawiają się tu co krok. I jeszcze ta podniosła muzyka, która je ilustruje. Naprawdę, Ridge i Brooke nie powstydziliby się takich fragmentów. A Rosie…

Rosie Huntington-Whiteley zasługuje na osobny akapit. Ilekroć jej pełne usta i długie nogi pojawiały się na ekranie, kubełki z popcornem męskiej części publiczności zaczynały dziwnie lewitować. I w zasadzie była to jej jedyna rola, doskonale komponująca się z absurdami z jej udziałem – wśród których dla mnie wręcz królewskie były sceny, w których Chicago się waliło, wszyscy turlali się po ziemi i brudzili, podczas gdy robiąca to, co wszyscy Rosie okraszona była zaledwie plamką brudu na twarzy obok nienagannego, nierozmazanego makijażu, a jej biała koszulka i marynarka były czystsze niż myśli irlandzkich księży. Bajka. Chcę ją zobaczyć jako dziewczynę Bonda!

Kluczowym elementem „Transformers 3” były oczywiście efekty specjalne, które – nie dziwota w filmie za grube setki milionów dolarów – dopracowane zostały maksymalnie, w każdym szczególe i wywołują prawdziwy uśmiech podziwu, tym bardziej, jeśli akurat oglądasz ten film w IMAXie. Jednocześnie Michael Bay, znany ze swojego umiłowania do efektownych fajerwerków na ekranie, chyba trochę nazbyt lubuje się w zwolnieniach, które akurat w tym przypadku mają na celu pokazanie, jak każdy detal Transformerów został dogłębnie przemyślany. Spielberg jako producent wykonawczy i Bay jako reżyser to niezaprzeczalna gwarancja wizualnego gwałtu na zmysłach widza. Szkoda, że muzyka Steve’a Jablonsky’ego – poza jednym motywem z chórem – nie dorównała poziomem do efektów specjalnych, wpisując się w miernotę pozostałych elementów „Transformers 3”.

Pamiętam, jak w pierwszej części parsknąłem śmiechem, gdy pod koniec filmu Optimus Prime wygłaszał jedną ze swoich patetycznych kwestii na tle amerykańskiej flagi. „Transformers 3” nie zawiódł mnie pod tym względem – i tu sponiewierana, podziurawiona  Stars & Stripes , jednak wciąż majestatycznie łopocząca na wietrze, stała się tłem dla podsumowań, gloryfikacji wolności, odrzucenia tyranii i przekonywania o tym, że przede wszystkim nie wolno zdradzić siebie. Po co wizyty Obamy czy Hillary Clinton w Afganistanie czy Iraku – wystarczy do każdej amerykańskiej bazy wysłać DVD z „Transformers 3”, bo dla mnie ten film to alegoria o dziejowej roli światłego narodu amerykańskiego w historii świata. Tylko Stany Zjednoczone mogą nas uratować przed wszelkim złem, niosąc światło wolności i demokracji. A Optimus Prime to każdy kolejny prezydent USA, wypowiadający wojnę nieczystości na Ziemi. Cudnie.

Propaganda, panie, propaganda. Niezwykle efektownie opakowana, ale wewnątrz papierka trywialne pustki. Aktorstwo tak samo plastikowe, jak figurki, na podstawie których napisano plastikowy scenariusz. Plastik na plastiku i plastikiem pogania – i gdyby nie oszałamiające efekty specjalne, miejscami dobre, naprawdę nacechowane cojones teksty oraz sentyment do Transformerów, te 154 minuty byłyby kosztowną stratą czasu.

Ps. Zastanawiało Was może kiedyś, dlaczego tak zaawansowana rasa, jak transformujący się, byli mieszkańcy Cybertronu, mówią po angielsku, nawet między sobą?  Potrafili wymyśleć teleportację, ale własnego języka już nie?

Transformers 3, reż. Michael Bay, pros. USA< czas trwania 154 min, dystr. UIP, premiera 1 lipca 2011

Wojciech Busz
(wojciech.busz@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: transformers 3 recenzja 3d michael bay

Transformers 3 (17)

Transformers 3  - Zdjęcie nr 1
Transformers 3  - Zdjęcie nr 2
Transformers 3  - Zdjęcie nr 3
Transformers 3  - Zdjęcie nr 4
Transformers 3  - Zdjęcie nr 5

Rosie Huntington-Whiteley (15)

Rosie Huntington-Whiteley  - Zdjęcie nr 1
Rosie Huntington-Whiteley  - Zdjęcie nr 2
Rosie Huntington-Whiteley  - Zdjęcie nr 3
Rosie Huntington-Whiteley  - Zdjęcie nr 4
Rosie Huntington-Whiteley  - Zdjęcie nr 5
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Smak zemsty. Peppermint
Smak zemsty. Peppermint - recenzja

Czy warto zadzierać z Jennifer Garner?

Predator 2018
Predator - recenzja

Łowca z kosmosu powraca. Czy w dobrym stylu? Przeczytaj recenzję!

Oceniamy serial emitowany na platformie Showmax.
Rojst - recenzja serialu

Oceniamy serial emitowany na platformie Showmax.

Polecamy
„Zaczarowany” świat Walta Disneya
„Zaczarowany” świat Walta Disneya

„Zaczarowana” to lekki, zabawny, trochę zakręcony film. Świetny pomysł na relaks po stresującym dniu, szczególnie teraz, kiedy sesja spędza sen z powiek niejednego studenta

Do nieba - dramat wśród gwiazd [RECENZJA]
Do nieba - dramat wśród gwiazd [RECENZJA]

Jennifer Connelly i Cillian Murphy w kameralnym dramacie laureatki Złotego Niedźwiedzia. Sprawdź, czy w tej konstelacji gwiazd "Do nieba" warto się wybrać. Przeczytaj recenzję!

Premiery filmowe
Kupony i kody rabatowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Smak zemsty. Peppermint
Smak zemsty. Peppermint - recenzja

Czy warto zadzierać z Jennifer Garner?

Predator 2018
Predator - recenzja

Łowca z kosmosu powraca. Czy w dobrym stylu? Przeczytaj recenzję!