Recenzje - Kino

The Eddy - recenzja serialu

2020-05-29 15:52:52

Uwaga: w recenzji pojawiają się nawiązania do fabuły serialu.

Po "Zimnej wojnie" losy Joanny Kulig skierowały się do Stanów Zjednoczonych. Pewne było to, że hollywoodzcy producenci zainteresowali się odtwórczynią roli Zuli z filmu Pawła Pawlikowskiego. Joanna zamieszkała w Stanach, angażując się w amerykański projekt. Ze zniecierpliwieniem czekaliśmy na rezultaty współpracy. Na początku maja miała miejsce premiera "The Eddy". USA, Joanna Kulig i jazz, co wyszło z tej mieszanki?

Zobacz także: recenzję "Zimnej wojny">>

Zespół The Eddy

Czy pasja wystarczy?

Chyba każdy zna kojący śpiew jasnowłosej aktorki. Może nie każdy jest fanem ostatniego dzieła Pawlikowskiego, ale trzeba przyznać, że Kulig wypadła tam znakomicie. Jeśli chodzi o miniserial Damiene'a Chazella, reżysera m.in. "La la land" to śpiewanie nie jest najmocniejszą stroną aktorki. Z góry najlepsza jest właśnie w aktorstwie  i szkoda, że tego było najmniej. W "The Eddy" Maja śpiewa w jazzbandzie, prowadzonego przez muzyka Elliota (André Holland). Zdecydowanie coś między nimi jest, ale ich relacja nie jest przez nikogo sprecyzowana. Wiążę się to z przeszłością i stratami bohaterów. 

Można domyślać się, że łączy ich jakaś historia, na pewno pasja do muzyki. Uzupełniają się więc - Elliot pisze teksty (tak naprawdę dla niej i dzięki niej) oraz komponuje, a Maja śpiewa, interpretując zamysł muzyczny właściciela klubu. Reszta artystów także zajmuje się muzyką na co dzień. Każdy nią żyje i całkowicie się jej oddaje. Nierzadko kosztem zdrowia. Perypetie każdego z nich możemy poznać dzięki licznym retrospekcjom i perspektywom. Każdy odcinek opowiada tak naprawdę historię kogoś innego.

Czasy świetności klubu jazzowego The Eddy minęły. Czy bezpowrotnie? Coraz mniej było pieniędzy, a więcej problemów. Klub zaczął świecić pustkami, a główny księgowy Farid (Tahar Rahim), także uzdolniony muzycznie, jak zwykle udawał, że wszystko jest w porządku. Tymczasem wkopał się w niezłe bagno, które dla Elliota stanowiło mroczną zagadkę. W tym serialu prawie każdy udaje. Rzekomo wszyscy tworzą wielką rodzinę, ale uciekają się do kłamstw i tajemnic, które, jak uczy historia  i tak wychodzą na jaw. Kumuluje się tylko mnóstwo problemów. Jakich?

Amira i Farid

Lepiej żyć w kłamstwie?

Początek serialu to mieszanka wybuchowa różnych zjawisk. Widzowie wchodzą w gęstą atmosferę pomiędzy polską piosenkarką, a Elliotem, który ewidentnie ma swoje problemy. Ze Stanów przyjeżdża do niego córka Julie (Amandla Stenberg) i zajęcie się nią stanowi dla niego nie lada wyzwanie, bo zamknął się w swoim świecie, odrzucając innych, a zwłaszcza ją. Muzyka niejako była wybawieniem, ale do czasu.

Największe problemy zaczynają się po śmierci przyjaciela Elliota, który wprowadzał pozytywną atmosferę w życiu muzycznej rodziny. Gdy nagle go zabrakło, serial przekształcił się w kryminał, który ledwo ciągnął koniec z końcem, jak klub. Elliotowi dużo zwaliło się na głowę - tu strata przyjaciela, nieposłuszna córka, z którą nie potrafi rozmawiać i rozpadający się zespół. Jak to wszystko pogodzić i uratować klub przed zamknięciem?

Normalny człowiek nie dałby sobie rady. Elliot nawala i to nie raz. Zresztą nie tylko on, w końcu The Eddy to sieć problemów. Nie obyło się więc bez "mafijnych pojedynków", których widz mógłby się nie spodziewać po jazzowym klubie. Wszystko zaczęło się sypać. Występy muzyków traciły na jakości, klub odwiedzały podejrzane osoby. Odrzucona Julie potrzebowała więcej uwagi. Czy to wszystko zwiastowało koniec tworzenia wspólnej muzyki?

Muzyka łagodzi obyczaje

Wydawać by się mogło, że to wielki galimatias. I owszem. Ten serial zlepiony jest z różnych, często niepasujących do siebie elementów. Policja w tle, groźby i wieczne kłamstwa. Występy w The Eddy jakoś szły, ale to nie było to, co kiedyś. Wszystko się zaczęło komplikować. Większość postaci miała swoje problemy, które ciągnęły je w dół. Przez to wyniknęło wiele niesnasek w zespole. Oglądając serial można mieć wrażenie, że wszyscy się o coś obwiniali, z pewnością nie byli w stanie pogodzić się z przeszłością. Problemy ciągnęły za sobą kolejne problemy, które nie miały końca. Wszyscy bez wyjątku byli od czegoś zależni i to było całkiem ciekawie ukazane, lecz coraz to nowsze perspektywy, zamiast intrygować, nie budziły większego entuzjazmu. Tutaj nawet śpiew Kulig nie pomagał.

"The Eddy" dotyka także tematu dramatu rodzinnego, ukazując perspektywę z życia zagubionej nastolatki. Amandla Stenberg dobrze odegrała swoją rolę. Pokrzywdzona Julie, niemająca oparcia w rodzicach buntowała się i bywała tak nieznośna w swoich pretensjach, że z chęcią powiedziałoby się, żeby w końcu przestała się nad sobą użalać. Jednak potem to ona okazała się solidnym spoiwem całej tej historii i wypadła najbardziej wiarygodnie z całego towarzystwa. Stanowiła pozytywny pierwiastek całego przedsięwzięcia. W końcu jej relacje z ojcem uległy zmianie, a to wszystko przez wspólne zainteresowanie, które zapisane było w genach.

Rzeczą ciekawą i czysto poznawczą było ukazanie zróżnicowania kultur. Reżyserowie (a było ich czterech) zrobili przekrój przez różne obyczaje - od pogrzebu męża Amiry (Leïla Bekhti) do francuskiego grania jazzu, który był całkiem dobry, ale nie porywający, żeby chciało udać się do klubu w nieznanej okolicy.

Julie i Elliot

Dobra reklama, ale jak wygląda bilans dzieła?

Zakończenie miniserialu stanowiło pozytywne i spontaniczne granie na ulicy. Za muzykami został ich lokal i nierozwiązane problemy. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jak to wszystko ułoży się dalej. Straty, których doznali, były nieodwracalne. Nie wszystko jednak skazane było na porażkę. W końcu tyle przetrwali...

"The Eddy" brakuje polotu i płynności w rytm jazzowej muzyki. Francusko-amerykański serial miał potencjał, który został niewykorzystany. Nie dość, że to właśnie Stenberg jest gwiazdą ekranu, to Joanna Kulig gdzieś zniknęła i to na dobre. Na ekranie była tylko zmęczona kobieta. Muzycy z kolei z każdym odcinkiem grali jakby byli coraz bardziej spięci zakończeniem historii. Elliot no cóż... stanowił obraz człowieka, który sam do końca nie wiedział, czego chce. Po klubie The Eddy została więc grupa ludzi, robiących to, co najbardziej kochają - muzykę. To było czuć, ale każdy wie, że jedna wartość czy pasja to nie wszystko.

Serial, na który czekali wszyscy fani Joanny Kulig, okazał się niedopracowanym dziełem, którego wydarzenia nie zawsze łączyły się w spójną całość. Wielka szkoda, bo zaczynało się klimatycznie i mimo spięć między bohaterami mogło być ciekawie. Niestety główna twarz serialu nie została pokazana z najlepszej strony, deficyt jej aktorstwa pozostawił po sobie spory niedosyt, który nijak można zapełnić.

Ocena końcowa: 6/10

Paulina Jakubowska

fot. materiały prasowe Netflix

Słowa kluczowe: Netflix, recenzja, serial, jazz, Joanna Kulig
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Klątwa Ju-on: Początek
Klątwa Ju-on: Początek - recenzja serialu

Japoński serial grozy jest już na Netflix. Czy strach się bać?

Polecamy
Ugotowany - zaskakujące kino od kuchni [RECENZJA]
Ugotowany - zaskakujące kino od kuchni [RECENZJA]

Nowy film Johna Wellsa to mieszanka wybuchowa - skomplikowani bohaterowie, rewelacyjne kreacje aktorskie, porywająca historia i dużo gotowania.

Lubaszenko nie w formie
Lubaszenko nie w formie

Zgrane schematy z ministrem chamem czy hollywoodzki pomysł zmiany płci nie są już samograjami, które bez solidnej realizacji zapewniałyby sowitą dawkę rozrywki.

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Konkurs Ziaja