Recenzje - Kino

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie - recenzja spoilerowa

2019-12-19 13:10:31

UWAGA: Recenzja filmu zdradza kluczowe elementy fabuły.

J.J. Abrams zrobił film "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy", który był krytykowany za zbytnią zachowawczość i kopiowanie fabuły z klasycznych epizodów. Później Rian Johnson musiał przyjmować fale krytyki za wprowadzenie ogromnych innowacji w filmie "Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi". Teraz do kin wchodzi ponownie film w reżyserii Abramsa i pewne jest, że 9. epizod pt. "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie" podzieli fanów i zaleje sieć morzem hejtu, dla odmiany - za kontynuowanie daleko idących zmian w świecie Star Wars. I wiecie co? Po seansie aż prosi się o dołączenie do tego marudzenia.

Gwiezdne wojny: Skywalker. OdrodzenieJuż początkowe napisy na wstępie filmu "Skywalker. Odrodzenie", jadąc w górę robią coś, co może się nie spodobać. Oznajmiają nam, że jak to się mówi "zło wyskoczyło z dziury", a mianowicie Palpatine wrócił z zaświatów i rozsyła smsy z pogróżkami po całej galaktyce czy jakoś tak. Kylo nie ma zamiaru kłaniać mu się w pas, ale Imperator od zawsze miał dar przekonywania. Tak oto okazuje się, że po trudnym do wyjaśnienia powrocie mamy solidnego antagonistę zarówno dla Bena jaki i Rey, bo to ją wyeliminować chce Palpatine. Aha! Jest jeszcze skrywana cały czas (pod dywanem chyba) przeogromna flota niszczycieli planet (tak, każdy statek jest jak Gwiazda śmierci). Taki jest początek, pierwsze minuty, a później? Później chaos tylko narasta, a widz ma wrażenie, że wszystko bardziej się gmatwa niż zmierza w stronę ostatecznych wyjaśnień.

Na szczęście z czasem krystalizuje się główna oś fabularna, a zebranie wszystkich protagonistów (Rey, Poe, Finn + Chewbacca, C-3PO i R2-D2) w jedną grupę było trafionym pomysłem. Do postaci jednak jeszcze wrócimy, bo teraz trzeba wrócić do sprzątania bałaganu po "Ostatnim Jedi". 8. epizod pokazał nam m. in., że duchy mocy mogą ingerować fizycznie w świat realny i w swoim filmie J.J. Abrams idzie z tym jeszcze dalej, co sprawia, że zaczynamy zastanawiać się, dlaczego po obu stronach wojny ciemnej i jasnej strony nie staną wszyscy najpotężniejsi mocą bohaterowie z poprzednich części serii?

Pamiętacie "rozmowy na skypie mocy" z filmu Riana Johnsona? Teraz Rylo i Rey w zasadzie nie przejmują się dzielącymi ich odległościami i są w stanie walczyć na miecze stojąc w zupełnie różnych lokacjach. Fajnie to wygląda na ekranie, ale sprawia wrażenie absurdalnej głupoty. Kylo z resztą ciągle używa jakiegoś teleportu, a Rey choć umie unosić się w powietrzu, z największym trudem wspina się po wnętrzach rozwalonej Gwiazdy śmierci.

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie

Logiką nie powinniśmy się byli kierować nigdy podczas oglądania filmów science-fiction, ale zazwyczaj w tym gatunku twórcy przedstawiają nam jak działa świat i potem wszystko odbywa się według ustalonych zasad. W "Skywalker. Odrodzenie" nie ma zasad, ani starych, ani nowych, a wszystko dzieje się po prostu tak, jak akurat było wygodnie przy pisaniu scenariusza. Bardzo nie dobrze, kiedy w filmie zawsze może wydarzyć się wszystko. W takim układzie odnosi się wrażenie, że jako widz nie panujemy nad własnymi emocjami, nie możemy angażować się na odpowiednim poziomie.

Przykład? W 9. epizodzie pokazuje się nam, że nikt na prawdę nie umiera i żadna śmierć nie ma znaczenia. Dana postać bez względu na to, czy jest silna mocą, czy nie, może nagle pojawić się w scenie dialogowej (rozmowa Hana Solo z Benem). Co więcej, film pokazuje nam, że Rey jakoś zdobyła moc uzdrawiania poprzez przekazywanie energii życiowej. Od tego czasu możemy być pewni, że uzdrawiania będzie tu kilka przypadków i tak też się dzieje. Nawet wymazana pamięć C-3PO ma nas wzruszać, potem bawić, by na koniec okazało się, że można ją wczytać ponownie. Takie wytrychy fabularne to nic innego jak słabe scenariopisarstwo i brak szacunku dla fanów, którzy tak na prawdę wiedzą, że nic nie wiedzą.

To objawia się też w wątkach poszczególnych postaci, które są tu rozwijane, lub też kompletnie ucinane. Powiedzmy sobie o kilku przypadkach. Taka Rey, by nie szukać daleko, zaczyna mieć obawy, że jej wizje stawiające ją po ciemnej stronie mocy mogą się spełnić, zwłaszcza po tym jak strzela piorunami z dłoni, a Kylo (skąd nagle wszyscy wiedzą?) oznajmia jej, że jest wnuczką Palpatine'a, a ci rodzice, co są nikim to tylko udawali w trosce o nią. Oczywiście, nie dało się inaczej. W tak ogromnej galaktyce każdy czuły na moc musi być spokrewniony z kimś z klasycznych epizodów.

To, że Kylo (Adam Driver) będzie na koniec dobrym Benem to chyba wszyscy wiedzieliśmy, jednak to, że fanowskie rysunki z romansem z Rey (Daisy Ridley) staną się faktem wywołało na sali kinowej śmiech i pomruk zażenowania jednocześnie. A jakby tego było mało, ta w założeniu piękna scena pojednania, przypieczętowana pocałunkiem głównych bohaterów, także stała się niezamierzenie kuriozalna, gdy po buziaku od Rey Ben... padł trupem. Z wyczerpania po przywracaniu jej do życia czy po zawale z podniecenia? Tego już się nigdy nie dowiemy.

Romansu Poe (Oscar Isaac) z Finnem (John Boyega) jednak nie było, a bohaterowie ci zostali "jedynie" najlepszymi kumplami, choć w zasadzie to wątek kochającej Finna Rose ucięto bezlitośnie i para ta nie zamienia w filmie więcej niż zdania. Natomiast Poe kończy jako singiel, któremu nie udało się poderwać starej sympatii - Zorii Bliss, którą wprowadzono na potrzeby dwóch scen, a biedna Keri Russell nawet nie pokazała buzi. Fajnie natomiast, że Billy Dee Williams wrócił do roli Lando i jego postać miała spore znaczenie dla całej opowieści. Musimy też docenić decyzję o prześmiesznym rozprawieniu się z postacią Generała Huxa (Domhnall Gleeson). Skończył tak głupio, jak się prezentował przez te trzy ostatnie epizody. Grzechem byłoby zapomnieć o Carrie Fisher, która na początku filmu została pokazana jako mistrzyni i mentorka Rey, a jej odejście w końcówce pokazano równie niespodziewanie co godnie i chyba nawet obyło się bez efektów CGI.

Po tym całym narzekaniu obowiązkowo musimy poszukać plusów i takie też tu są. Wielkie wrażenie robi fantastyczna lokacja z ukrytą bazą Palpatine'a, a do tego zdjęcia i cała oprawa wizualna (nie tylko tam) są znakomite. Finałowa bitwa też jest powalająca, choć w serii bywały lepsze (np. w "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie"), a sceny walk na miecze świetlne i ogólnie posługiwanie się mocą w walce jest efektowne jak nigdy wcześniej. Potęga Kylo w starciu z rycerzami Ren została kapitalnie pokazana, a jego walka z Rey na wraku Gwiazdy śmierci to już jest klasyka. Szkoda tylko, że nikt nie stracił żadnej kończyny. Czy zatem warto iść do kina na "Skywalker. Odrodzenie"? Jasne, że tak, bo to nadal są "Gwiezdne wojny", ale nie o takie zwieńczenie sagi nic nie robiłem.

Ocena końcowa: 5/10

Michał Derkacz

Film zobaczyłem w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Tam też odbyła się premiera z udziałem Wrocławskiego Fanklubu Gwiezdnych Wojen. Zobaczcie zdjecia z wydarzenia >>


fot. materiały prasowe Lucasfilm

Słowa kluczowe: film, ocena, analiza, 2019, 9 epizod

Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu (15)

Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu  - Zdjęcie nr 1
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu  - Zdjęcie nr 2
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu  - Zdjęcie nr 3
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu  - Zdjęcie nr 4
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - zdjecia z filmu  - Zdjęcie nr 5

Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty (18)

Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty  - Zdjęcie nr 1
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty  - Zdjęcie nr 2
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty  - Zdjęcie nr 3
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty  - Zdjęcie nr 4
Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie - plakaty  - Zdjęcie nr 5
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
The Eddy - recenzja serialu

Jak brzmi francuski jazz z Joanną Kulig?

CÃłrka boga - film Netflix
Córka boga - recenzja

Małgorzata Szumowska zrobiła film o pasterzu i jego owieczkach. Czy warto zobaczyć?

Snowpiercer - serial Netflix 2020
Snowpiercer - recenzja odcinków 1 i 2

Jest podobnie, tak samo, a może lepiej niż w filmie z 2013 roku?

Polecamy
Państwo młodzi Chuck i Larry
Państwo młodzi Chuck i Larry

Komedia w reżyserii Dennisa Dungana jest historią perypetii dwóch serdecznych przyjaciół z brooklyńskiej straży pożarnej. To film lekki, łatwy i przyjemny, o którym... dosyć szybko się zapomina.

Film dla ludzi, nie dla krytyków
Film dla ludzi, nie dla krytyków

Zanim poszliśmy do kina na "1920. Bitwę Warszawską", zrobiliśmy najlepszą możliwą rzecz - nie przeczytaliśmy ani jednej recenzji tego filmu.

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
The Eddy - recenzja serialu

Jak brzmi francuski jazz z Joanną Kulig?

CÃłrka boga - film Netflix
Córka boga - recenzja

Małgorzata Szumowska zrobiła film o pasterzu i jego owieczkach. Czy warto zobaczyć?