Recenzje - Kino

Balet może być gorący

2011-02-07 14:42:55

Nazwisko Darrena Aronofsky’ego jest już pewną marką, gwarantującą mocne, choć często kłopotliwe przeżycia. W „Czarnym łabędziu” po raz kolejny nie zawodzi i w rytmie dudniącego „Jeziora Łabędziego” prowadzi widza przez konserwatorium obłędnego wyścigu szczurów w rzadko eksplorowanym środowisku.

Czekałam na ten film, szczególnie rozochocona po obejrzeniu trailerów, a jednocześnie z duszą na ramieniu. Film o balecie? Zgodnie ze standardową wizją twórczości pana A., miałoby to być studium otwartych złamań wyłaniających się z okrwawionych point. Oczywiście częściowo jest to prawdą i reżyser eksploruje swoje ulubione tematy, jednak warte podkreślenie jest to, że od dawna nikt nie nakręcił tak płomiennego i angażującego emocje filmu.

Fabuła filmu jest nader prosta – Nina Sayers (Natalie Portman) jest młodą i utalentowaną tancerką baletową nowojorskiej opery, która ciągle czeka na swój wielki moment. Swoje życie poświęciła baletowi, mieszka z zaborczą i zazdroszczącą jej osiągnięć matką (Barbara Hershey), która rzuciła karierę, by samotnie wychować córkę. Kiedy reżyser Thomas Leroy (Vincent Cassel) decyduje się na obsadzenie Niny w głównej roli „Jeziora Łabędziego”, stawia przed nią wymagania ponad jej siły. Nina ma zagrać podwójną rolę - Białej i Czarnej Łabędzicy (w oryginale Czajkowskiego - Odetty i Odylii). Czy niewinna Nina, która mieszka z mamusią w swoim różowym pokoiku ze słodkimi maskotkami, pozwoli sobie na poszukiwanie ciemnej i namiętnej strony? Czy uda jej się zadowolić żądania Leroya, który ciągle waha się nad zastąpieniem jej dużo bardziej pasującą do drugiej roli Lily (Mila Kunis)? Czy w swoim pragnieniu perfekcji nie pójdzie o krok za daleko?

Ostatnie pytanie jest oczywiście retoryczne, ale gdyby ktoś przeoczył nazwisko reżysera „Czarnego Łabędzia”, usłużnie podpowiem – tak, pójdzie o krok za daleko. Aronofsky jest bowiem specjalistą od badania mrocznych stron ludzkiej duszy, szczególnie tej mniej zdrowej psychicznie. Film jest spełnieniem mokrych snów każdego psychiatry czy psychologa, czegoż to bowiem tu nie znajdziemy? Od niewinnych objawów psychosomatycznych (zaburzenia przewodu pokarmowego, wysypka, tajemnicze ciała obce w ranach), lekkiego neurotyzmu i histerii, kompulsje i obsesje, osobowość anankatyczna, poprzez niewątpliwą anoreksję i aluzje do skłonności bulimicznych, aż do schizofrenii paranoidalnej, omamów i skłonności samobójczych. Nawet mi, studentce psychologii, robi się gorąco. Mam jednak nadzieję, że ktoś uświadomił panów scenarzystów, że takim wachlarzem objawów można obdzielić kilka osób.

Oprócz więc niewątpliwego nieprawdopodobieństwa psychologicznego, wielu zarzuca odtwórczyni głównej roli koszmarne aktorstwo. Pozwolę się nie zgodzić. Akurat dobrze, że Aronofsky zamiast żony obsadził w głównej roli Natalie „Mam jedną minę” Portman. Abstrahując już od jej poświęceń w ramach przygotowań do roli (zaczęła trenować balet rok przed rozpoczęciem zdjęć do filmu - a raczej jej skrupulatne przygotowania przesunęły zdjęcia [sic!]), Portman swoją – no przyznajmy to! – oszczędną grą potrafiła jednak oddać ten na tyle złożony, co nieprawdopodobny charakter i emocje Niny, że całkiem je uprawdopodobniła. A przy takiej palecie diagnoz psychiatrycznych to nie lada sztuka.

Jeśli mówimy już o aktorstwie, to sceny Portman kradła czasem Mila Kunis (niegrzeczna Lily) ze swoją mroczną urodą. Ciekawa byłabym efektu, gdyby matkę Niny zagrałaby faktycznie Meryl Streep, mogłoby być jeszcze bardziej psychodelicznie, bo ostatecznie Barbara Hershey nie zachwyca, podobnie jak wyciągnięta z lamusa Winona Ryder, grająca ustępującą pola Ninie primadonnę Beth Macintyre. Ona zdecydowanie nie zapadła w pamięć. W tym sfeminizowanym środowisku zwraca uwagę Vincent Cassel, prywatnie brzydsza połowa Moniki Belucci, który wprowadza tu delikatną nutkę erotycznej ekscentryczności. W skrócie – Cassel jest tuberozą, ale to Mila Kunis jest piżmem, elementem prowadzącym scen erotycznych.  Dla fanów tematyki LGBT – tak, film warto obejrzeć mimo występującej pary Toma i Jerry’ego.

Muzycznie nic nie można zarzucić, bądź co bądź to Czajkowski, a właściwie wariacje niezawodnego Clinta Mansella na temat „Jeziora Łabędziego”. Montaż zdjęć też niczego sobie, chociaż z kolei kamera "śledząca" główną bohaterkę robi się elementem już ogranym, a zdecydowanie w twórczości Aronofsky’ego. Cóż, uznajmy to za jego znak rozpoznawczy.

Irytować też mogą łopatologiczne wyjaśnienia i warstwa symboliczna ukazana podczas procesu dążenia Niny do doskonałości. Nic jednak nie wzbudziło tak szczerego zainteresowania na forach internetowych, jak kwestia makijażowi – ubraniowych przygotowań Niny do występu: W tym miejscu muszę zacytować komentarz z niezastąpionego filmwebu: „Bo Nina to jest damski Speedy Gonzalez. Cztery minuty do wejścia na scenę, ona musi włożyć kostium, uczesać się, ozdobić włosy, wykonać skomplikowany makijaż, a to wszystko z dziurą w brzuchu i sama. I zdąża! Nina zawstydziła Turbodymomena!”

I tym optymistycznym akcentem, bez nadymania się na podsumowania typu, czy można “Czarnego łabędzia” nazwać dramatem psychologicznym czy nie, albo czy Aronofsky się wypala, zakończmy i dla złagodzenia obyczajów posłuchajmy muzyki klasycznej.

Karolina Kuśmider
(karolina.kusmider@dlastudenta.pl)

Oceny (w skali 2.0 - 5.0):
Karolina Kuśmider: 4.5
Jerzy Ślusarski: 2.0 (pseudoartystyczny i pretensjonalny gniot, który wmawia widzom, że pokazuje "ciemną naturę człowieka", a nie pokazuje zupełnie nic)

Słowa kluczowe: czarny łabędź recenzja Darren Aronofsky
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Kochając Pabla, nienawidząc Escobara - recenzja

Czy filmowa biografia jednego z najsłynniejszych przestępców XX wieku to dobry film? Przeczytaj recenzję!

Przemiana - film
Przemiana - recenzja

Oceniamy ekranizację bestsellerowej powieści dla młodzieży.

fot. materiały prasowe
Jurassic World: Upadłe królestwo - recenzja

Oceniamy kontynuację wielkiego przeboju z 2015 roku.

Polecamy
W zdrowiu i w chorobie (Miłość - recenzja)
W zdrowiu i w chorobie (Miłość - recenzja)

„Miłość” to historia o tym, co kryje się pod słowami „i żyli długo i szczęśliwie”.

Szkoda Nicole Kidman
Szkoda Nicole Kidman

Baz Luhrmann swoją twórczością podzielił filmowy światek. Jedni uważają, że to twórca kiczowatych masówek. Inni, że jest on obok Tima Burtona jednym z wizjonerów kina, mistrzów w swoim fachu. „Australią" raczej skłania do przychylenia się ku pierwszej opinii.

Premiery filmowe
Kupony i kody rabatowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Kochając Pabla, nienawidząc Escobara - recenzja

Czy filmowa biografia jednego z najsłynniejszych przestępców XX wieku to dobry film? Przeczytaj recenzję!

Przemiana - film
Przemiana - recenzja

Oceniamy ekranizację bestsellerowej powieści dla młodzieży.