Recenzje - Kino

Bajecznie bogaci Azjaci - recenzja

2018-09-03 14:28:32

"Bajecznie bogaci Azjaci" to  indywiduum wśród komedii romantycznych. Wydawałoby się, że pomysł jest świeży i tak niepoważny, że na pewno będzie tryskał świetnym żartem. Niestety, film od początku pokazuje, co sądzi zarówno o poczuciu humoru, jak i o widzu. I nie jest to wesoła opinia. Przeczytajcie recenzję!

Bajecznie Bogaci Azjaci

Scena pierwsza - hotel

Zarysowanie postaci Matki (granej przez Michelle Yeoh) meldującej się w deszczowy dzień z rodziną. Oczywiście matki stereotypowo azjatyckiej, zaradnej i bezkompromisowej. Tutaj już w sumie wąż połyka własny ogon. Wyśmiewając rasistowskie podejście menedżera hotelu do nowoprzybyłych azjatów, reżyser Jon M. Chu nie oferuje żadnej sensownej puenty. Ponieważ Anglicy nie chcą wpuścić Azjatów do hotelu, Singapurka wykupuje budynek razem z pracownikiem. A potem każe mu umyć podłogę zabrudzoną błotem przez jej syna. Postać budowana (głównie przez ekspozycje) jako zaradna, załatwia konflikt siłą pieniądza. I tutaj leży pies pogrzebany. W “Bajecznie bogatych Azjatach” mamona stanowi tło komediowe, które użyte jest nieumiejętnie, a czasem nawet niepokojąco.

Zresztą, to nie jedyny zarzut o warstwę humorystyczną. W pierwszym od dłuższego czasu filmie hollywoodzkim z obsadą złożoną z samych Azjatów, przedstawieni są oni jako banda plotkarzy o skostniałych konserwatywnych poglądach. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby reżyser oferował sensowną alternatywę. Sęk w tym, że postacie, które mają kontrastować ze stereotypami, również są ich ucieleśnieniem. Główny przerywnik komediowy to otyły, zniewieściały homoseksualista. Postać tak zabawna, jak i rozbudowana. Czyli wcale.

Bohaterowie z kartonu

Wśród stronnictwa głównej bohaterki Rachel Chu, granej przez Constance Wu, która próbuje odnaleźć się w świecie tradycji i niechętnych wobec niej bogatych Azjatów, postacie na ogół są raczej płytkie. Spełniają pojedyncze role, poprzez przyporządkowanie im pewnych cech nadrzędnych. Przyjaciółka - instagramowa celebrytka, rodzina przyjaciółki - niezręczne towarzysko fajtłapy, kuzynka chłopaka Rachel - przykładna żona zdradzana przez swojego mężczyznę. Najgorzej wypada ostatni wątek, będący wymuszonym dramatem któremu reżyser poświęcił cztery chwytające za serce sceny. Szkoda, że żadna z postaci wydaje się nie mieć głębi. Wszystkie informacje dotyczące bohaterów są podawane na tacy, w odpowiednim momencie, aby wzbudzić w biednym (bo oglądającym ten obraz) widzu odpowiednie emocje. Poza tymi ekspozycjami, bohaterowie właściwie nie istnieją.

Swoją drogą nieporadność bohaterów w relacjach z innymi jest zaskakująca. Czasami wydawałoby się, że film jest festiwalem nieporozumień wynikających z kultywowanych przyzwyczajeń. Oczywiście główna bohaterka jako Amerykanka, nie radzi sobie ze społecznością zasiedziałych w tradycji bogatych Singapurczyków. Wydawałoby się, że to świetne podłoże do serii komedii i pomyłek. Ostatecznie jednak sytuacje mające bawić po prostu nie śmieszą.

A gdzie tu romans?

Związek Rachel Chu z  Nickiem Youngiem (w tę rolę wciela się Henry Golding) jest nieporozumieniem. Pojawiają się między nimi problemy których zazwyczaj nie doświadczają pary na etapie wyjazdu na drugi koniec świata, celem pokazania się na weselu kuzyna i poznania rodziny. Najgorsze jest to, że wątek ich relacji zbudowany jest na oklepanym już motywie bogacza niewyjawiającego swojej wybrance prawdy o posiadanym majątku. Nuda! Było! A przede wszystkim taka rzeczywistość nie jest prawdopodobna. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zatajałby tak ważnej  informacji o sobie przed bliska osobą.Trudno spodziewać się po filmie dotyczącym najbogatszego procenta populacji, że widz będzie w stanie się z nim w jakikolwiek sposób utożsamić. Jednak, na miłość boską i jakąkolwiek inną, czemu bohaterowie mają zdolności przewidywania rozwielitki? Czemu wszystkie ich problemy można rozwiązać jedną rozmową, której tak bardzo unikają? Bo bez tego nie byłoby wątku fabularnego za którym można podążać. Takie zagrania cechują najgorszy sort komedii romantycznych.

Film nie jest wart polecenia. Liczyłem na coś z pazurem. Coś pomiędzy “Wielkim Gatsbym”, a “Kac Vegas w Bangkoku”. Przeliczyłem się. Jeżeli chcecie popatrzeć na przepych i duże ilości confetti naraz, zobaczcie lepiej jakiś film rodem z Bollywood.

Aleksander Gałąska

Bajecznie bogaci Azjaci, reż. Jon M. Chu, prod. USA, czas trwania 120 min, dystr. Warner Bros. Entertainment Polska, polska premiera 31 sierpnia 2018

Film zobaczyłem w kinie Cinema City Wroclavia.

fot. materiały prasowe

Słowa kluczowe: film, ocena, komedia, opinia, wrażenia, 2018
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Yesterday - recenzja

Komedia romantyczna o świecie bez muzyki Beatlesów to nowe dzieło Danny'ego Boyle'a. Czy warto zobaczyć?

Deerskin
Deerskin - recenzja przedpremierowa

Oceniamy nowy, równie szalony film twórcy "Morderczej opony".

Annabelle wraca do domu
Annabelle wraca do domu - recenzja

Jeden dom, jedna noc, trzy bohaterki i wiele duchów.

Polecamy
Vaiana: Skarb oceanu - hawajska przygoda na oceanie [RECENZJA]
Vaiana: Skarb oceanu - hawajska przygoda na oceanie [RECENZJA]

Czy nowa bajka Disneya ponownie podbije serca widzów? Przeczytaj recenzję!

Bridget Jones 3 - romantyczna wpadka we troje [RECENZJA]
Bridget Jones 3 - romantyczna wpadka we troje [RECENZJA]

Czy singielka po czterdziestce zdoła nas jeszcze rozbawić? Przeczytaj recenzję!

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Yesterday - recenzja

Komedia romantyczna o świecie bez muzyki Beatlesów to nowe dzieło Danny'ego Boyle'a. Czy warto zobaczyć?

Deerskin
Deerskin - recenzja przedpremierowa

Oceniamy nowy, równie szalony film twórcy "Morderczej opony".