Recenzje - Kino

Avengers: Koniec gry - recenzja spoilerowa

2019-04-26 13:13:08

UWAGA! Recenzja zdradza kluczowe elementy fabuły.

Oto jest! Wielkie zwieńczenie kilkunastu lat emocji, ukoronowanie całego Kinowego Uniwersum Marvela, dzieło braci Russo, które w spektakularny sposób zamyka dziesiątki wątków z poprzednich produkcji, a także wyzwala lawinę wrażeń, przemyśleń i analiz. Twórcy zaserwowali nam interesującą historię, po której napisy końcowe będą oddziaływały na nas bardziej niż jakakolwiek scena po napisach. Nie jest to jednak obraz nieskazitelny i zdecydowanie ma wady, które nieco obniżają jego ostateczną ocenę. Przedstawiamy całkowicie spoilerową recenzję filmu „Avengers: Koniec gry”!

Avengers: Koniec gry

To zabawne, że tak wiele teorii fanów sprawdziło się w filmie, którego fabułę trzymano w wielkiej tajemnicy, a do dnia premiery nie pojawiły się nawet szczątkowe oficjalne opisy tej produkcji. W ich miejsca twórcy wklejali jedynie apele, by pierwsi widzowie nie zdradzali fabuły innym, co oczywiste i zalecane jest także w innych przypadkach.

Tak czy siak, cały ten „Koniec gry” opiera się na podróżach w czasie i próbach odwrócenia „efektu pstryknięcia palcami” Thanosa. Thanosa, który dosłownie traci głowę już w pierwszych minutach filmu, ale skoro cofamy się do innych linii czasowych, to i Szalony Tytan będzie miał drugą szansę na pokonanie naszych superbohaterów i podrasowanie planu, którego skutki były inne niż myślał.

Co ciekawe i godne pochwały, „Avengers: Koniec gry” to chyba jedyny film, w którym motyw podróży w czasie jest zaprezentowany z sensem, a skutki działań postaci i ich wpływ na różne linie czasowe mają całkiem logiczne wytłumaczenie. Twórcy poświęcili na tłumaczenie tego całkiem sporo dialogów, ale dzięki temu widz nie zastanawia się co chwilę nad sensem akcji. Tu nie ma się do czego przyczepić.

Gorzej, że w równym stopniu nie przemyślano całej masy innych kwestii, a kolejne głupotki i nieścisłości pojawiają się w wielu innych wątkach czy pojedynczych scenach. Tu wspomnijmy choćby, że Cassie, córka Scotta Langa, przez 5 lat (mamy przeskok w czasie) z małej dziewczynki wyrosła na całkiem dużą, kilkunastoletnią pannicę, a Peter Parker po wskrzeszeniu trafił do szkoły, w której nadal są jego koledzy (też wszyscy wcześniej wyparowali?). Tego typu scen jest tu pełno, ale jako fani możemy przymykać na to oko. Słabiej jest z kolejną kwestią. „Endgame” ma sceny, które zaprzeczają tezom z poprzednich filmów MCU, bo jak inaczej wytłumaczyć, że Kapitan Ameryka nagle włada Mjolnirem i jest nie tylko godzien, by go podnosić, ale też potrafi przyzywać pioruny…

Wracając do podróży w czasie, to wątek ten zajmuje lwią część całej opowieści i choć jest to wyraźny hołd dla kilku innych filmów z poszczególnymi członkami Avengers, to właśnie te środkowe fazy filmu potrafią znużyć. Cały film trwa niemal 3 godziny i niestety właśnie wtedy to widać i zdecydowanie miejscami trochę się dłuży. Mimo to, można go spokojnie obejrzeć bez przerwy, za jednym zamachem i to bez wykorzystania kamienia czasu.

Bracia Anthony i Joe Russo ponoć wycieli na montażu godzinę materiału, ale te ostateczne 182 minut można było jeszcze spokojnie ograniczyć do 160. Twórcy nie potrafili zdecydować się na usuniecie kilku nic nie wnoszących dialogów, jak choćby w wątku Thora (dlaczego się roztył?), który wraca do Asgardu. Kontrastem dla tego jest postać Clinta, który nigdy nie był tak istotnym bohaterem, jak teraz. Fajnie, że gość, którego nie było w „Avengers: Wojna bez granic” teraz ma odpowiedzialne zadania i wykazuje się w wielu kluczowych scenach. Jednak i tu pojawia się pytanie, czy jako zwykły człowiek Barton może utrzymać jeden z kamieni nieskończoności? I czy serio wystarczy przyjechać na Vormir w dwie osoby, z których jedna się poświęci, by ta druga otrzymała kamień duszy?

Tutaj też pożegnaliśmy jedną z dwóch postaci - Natashę i faktycznie scena jej śmierci miała swój mocny wydźwięk, choć oczywiście nie taki, jak w przypadku odejścia Tonego, który niestety nie był w stanie przeżyć pstryknięcia palcami w podróbce rękawicy nieskończoności własnej roboty. Jeśli mamy mieć łzy w oczach w trakcie seansu, to będzie to właśnie ta scena oraz późniejszy pogrzeb, na którym piękne ujęcie pokazuje nam wszystkich bohaterów. Mamy też silne wrażenie, że dzieciaki, których w „Endgame” trochę przybyło, będą już za jakiś czas stanowić o sile nowej grupy Avengers. A w grupie tej nie będzie też Steve’a Rogersa, który w końcu odnalazł sposób by zestarzeć się u boku ukochanej Peggy Carter, a tarcza Kapitana Ameryki została przekazana w ręce Falcona (dlaczego nie Bucky’ego?).

Ciekawe rzeczy działy się w kwesii Nebuli, która musiała stawić czoła swojej młodszej, złej wersji. W jaki sposób jej umysł połączył się z umysłem „tej złej”? Tego nie wiemy, ale gdyby tak się nie stało, to alternatywny Thanos nie miałby szans na ponowną próbę pogrążenia galaktyki w niebycie. Facet udowodnił także, że w każdej linii czasowej jest wyjątkowo inteligentnym i śmiertelnie niebezpiecznym osobnikiem. I bardzo dobrze, bo właśnie za jego sprawą dostajemy zapierający dech finał filmu - epicką bitwę armii Thanosa z wszelkimi wskrzeszonymi armiami Asgardu, Walkiriami i innymi obywatelami Wakandy  z Czarną Panterą na czele. To kilkanaście minut akcji z wszystkimi protagonistami MCU jednocześnie. Gdy widzisz Spider-Mana na grzbiecie pegaza, to wiedz, że Kinowe Uniwersum Marvela właśnie celebruje sięgnięcie własnego szczytu.  

Oglądając ten film odnosi się wrażenie, że kolejna okazja na takie widowisko nie prędko się powtórzy, a kto wie - może nawet nigdy. Teraz Marvel skupi się na produkcji solowych przygód naszych bohaterów i wprowadzaniu nowych postaci. A z kim i kiedy powalczą Avengersi i kto będzie w składzie grupy? Tego nie wiemy, ale jeśli „Koniec gry” solidnie przebije granicę 2 miliardów dolarów, to mimo naszego czepialstwa, to nie będzie… koniec gry. „Endgame” aż kipi miłością do komiksów i nie wyobrażamy sobie, by jakiś fan postaci Marvela wyszedł z seansu rozczarowany. Może jedynie głodny i z deficytem chusteczek.

Ocena końcowa: 7/10

Michał Derkacz

Film zobaczyłem w kinie Cinema City Wroclavia w technologii IMAX 3D.

Avengers: Koniec gry, reż. Anthony Russo, Joe Russo, prod. USA, czas trwania 182 min, dystr. Disney, polska premiera 25 kwietnia 2019

fot. materiały prasowe

Słowa kluczowe: opinia, ocena, wrażenia, analiza, fabuła, 2019

Avengers: Endgame - kadry z filmu (10)

Avengers: Endgame - kadry z filmu  - Zdjęcie nr 1
Avengers: Endgame - kadry z filmu  - Zdjęcie nr 2
Avengers: Endgame - kadry z filmu  - Zdjęcie nr 3
Avengers: Endgame - kadry z filmu  - Zdjęcie nr 4
Avengers: Endgame - kadry z filmu  - Zdjęcie nr 5

Avengers: Koniec gry - plakaty z bohaterami (32)

Avengers
Avengers
Avengers
Avengers
Avengers
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Topielisko. Klątwa La Llorony
Topielisko. Klątwa La Llorony - recenzja

Czy Płaczącej kobiety należy się bać?

Podły, okrutny, zły
Podły, okrutny, zły - recenzja przedpremierowa

Zac Efron jako Ted Bundy w... dramacie sądowym. Sprawdźcie, czy warto zobaczyć.

Avengers: Koniec gry
Avengers: Koniec gry - recenzja spoilerowa

Omawiamy liczne zalety i wytykamy głupoty wielkiego widowiska Marvela.

Polecamy
Siedmiu wspaniałych - strzał w klasykę [RECENZJA]
Siedmiu wspaniałych - strzał w klasykę [RECENZJA]

Czy remake kultowego westernu przeżyje pojedynek z oryginałem? Przeczytaj recenzję!

Szkoda Nicole Kidman
Szkoda Nicole Kidman

Baz Luhrmann swoją twórczością podzielił filmowy światek. Jedni uważają, że to twórca kiczowatych masówek. Inni, że jest on obok Tima Burtona jednym z wizjonerów kina, mistrzów w swoim fachu. „Australią" raczej skłania do przychylenia się ku pierwszej opinii.

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Topielisko. Klątwa La Llorony
Topielisko. Klątwa La Llorony - recenzja

Czy Płaczącej kobiety należy się bać?

Podły, okrutny, zły
Podły, okrutny, zły - recenzja przedpremierowa

Zac Efron jako Ted Bundy w... dramacie sądowym. Sprawdźcie, czy warto zobaczyć.