Recenzje - Kino

Assassination Nation - recenzja

2018-11-26 16:46:33

„Assassination Nation” na pierwszy rzut oka wygląda jak skąpane w krwi i brokacie nieślubne dziecko „Nocy Oczyszczenia” i serialowego „Czarnego Lustra”, które na dodatek bierze sobie za cel krytykę nie tylko naszego przywiązania do technologii, ale i patriarchalnego porządku społecznego. Film opowiada o zgranej paczce czterech dziewczyn, z których na pozór żadna nie daje sobie w kaszę dmuchać, a jednak każda pada w mniejszym lub większym stopniu ofiarą opresyjnych oczekiwań otoczenia. Kiedy zaś najpilniej skrywane tajemnice mieszkańców miasteczka Salem wychodzą na jaw po ataku hakerskim, na nich koncentruje się agresja poszkodowanych. We współczesnym polowaniu na czarownice nie posądza się już nikogo o nocne harce z diabłem, wykradanie nieochrzczonych niemowląt, czy pomór bydła, ale o pragnienie niezależności, nieczystość i konszachty z ciemną stroną cyfrowego świata jak najbardziej. Jakby Sam Levinson próbował nam przekazać, że w Ameryce czasów Donalda Trumpa wystarczy zaledwie iskra, aby stosy znów zaczęły płonąć. A czy to jest dobry film? Przeczytaj recenzję!

Assassination Nation

Lily (Odessa Young), Bex (Hari Nef), Sarah (Suki Waterhouse) i Em (Abra) są licealistkami, ze wszystkimi wadami i zaletami stanu nastoletniego: są butne, krytycznie myślące, choć niekiedy płytkie i krótkowzroczne; pewne siebie, choć poszukujące potwierdzenia dla swojej tożsamości i poczucia wartości wśród równie powierzchownych rówieśników; świadome własnej seksualności i wpływu, jaki wywiera ona na innych – a w tym samym czasie wchodzące w toksyczne relacje. Panuje tutaj wyraźny podział na to co „męskie” i „żeńskie”, na tym styku przebiegają linie głównych konfliktów, gdzie samym zainteresowanym również daleko do świętości. Brylujące na pierwszym planie Lily i będąca otwarcie transkobietą Bex otrzymują najciekawsze wątki z tym związane. Okazuje się, że odrzucenie, przerzucanie winy i różne stopnie agresji mogą napotkać dziewczyny w każdych okolicznościach. I to od każdego: przypadkowego przechodnia, chłopaka, który boi się reakcji znajomych, żonatego mężczyzny, z którym utrzymuje się niepoprawne stosunki, bliskiego członka rodziny.

Film nie odcina się od konwencji teenage dramy, co więcej, traktuje ją śmiertelnie poważnie. Już podczas wstępnego monologu Lily jesteśmy poinstruowani, że czeka nas nieprzyjemna podróż przez obrazy przemocy (w tym na tle seksualnym), rasizmu i innych uprzedzeń, przyprawiona toksyczną męskością (toxic masculinity) i kruchym męskim ego. Te obietnice są wypełniane od samego początku, jednak ich kulminacja następuje w chwili, kiedy anonimowy haker zaczyna wykradać poufne informacje z telefonów komórkowych mieszkańców. 

Nietrudno tutaj o skojarzenie z włoskim „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, gdzie mąż bohaterki granej przez Kasię Smutniak mówi w pewnym momencie, że podjęcie gry polegającej na podsłuchiwaniu połączeń i odczytywaniu wszystkich wiadomości przychodzących podczas kolacji z przyjaciółmi jest złym pomysłem, bo „wszyscy jesteśmy słabi”. Podobnie jak bohaterowie Genovese’a i Levinsona wszyscy mamy sekrety i podwójne standardy, a ich ujawnienie prowadzi do nieoczekiwanych konsekwencji. Pierwszą ofiarą hakera posługującego się pseudonimem Er0str4tus (nawiązane do Herostratusa – człowieka z nizin społecznych, który w starożytnej Grecji podłożył ogień pod świątynię Artemidy, aby w ten sposób unieśmiertelnić swoje imię) jest zdradzający homofobiczne poglądy kandydat na burmistrza. Jego grzechem okazuje się hipokryzja; na jaw wychodzą jego zdjęcia w damskiej bieliźnie i w towarzystwie męskich prostytutek. Levinson jednak nie idzie na skróty i nie krytykuje wyłącznie moralnej zgnilizny władz.

Dyrektor miejscowej szkoły jest poprowadzony jako postać pozytywna, ale niewinne zdjęcie jego paroletniej córki w kąpieli zostaje odebrane jako dowód skłonności pedofilskich. Oba momenty zostają zainscenizowane w podobny sposób, gdzie każda z ofiar staje naprzeciwko anonimowego, ukrytego w cieniu tłumu, który obrzuca ich obelgami i nie dopuszcza do głosu. Kiedy po opublikowaniu danych połowy mieszkańców postanawiają oni wziąć sprawy w swoje ręce, nakładają na twarze maski. Są jak złaknione padliny sępy, internetowi komentatorzy bez imienia i tożsamości. 

Assassination NationFilm został zrealizowany w przejaskrawionej, autoironicznej konwencji, co wyraża się także w estetyce. Ekran jest wypełniony wibrującą paletą barw, podbitą dodatkowo energetyczną muzyką i dynamicznym montażem, przetykanie ujęciami z kamer telefonów komórkowych. Czerpie z różnych gatunków – od filmów młodzieżowych po kino akcji kategorii B – i sprawnie żongluje kliszami. Wszystko w nim jest przesadzone, co nie oznacza wcale, że nieprawdziwe, zwłaszcza kiedy mowa o wywoływanych u widza emocjach. „Assassination Nation” rozpada się wyraźnie na dwa segmenty. Od połowy miasteczko coraz bardziej pogrąża się w chaosie, a twórcy nie żałują wiader krwi, aż dochodzimy do finalnej, katartycznej sekwencji, w której dziewczyny biorą odwet nie tylko za to, że zostały oskarżone, ale również za niesprawiedliwości, jakie napotkały je już wcześniej.

„Assassination Nation” nie przypadnie do gustu każdemu. Można nie zgadzać się z jego przekazem, uznać, że kino rozrywkowe powinno być wolne od politykowania albo odbić się od jego karykaturalnej formy. Warto jednak przekonać się o tym na własnej skórze, nawet jeżeli miałoby się lekko sparzyć.

Paulina Anacka

Assassination Nation, reż. Sam Levinson, prod. USA, czas trwania 168 min., dystr. United International Pictures Sp z o.o., polska premiera 23 listopada 2018

fot. materiały prasowe, United International Pictures

Słowa kluczowe: ocena, opinia, film, 2018
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Klątwa Ju-on: Początek
Klątwa Ju-on: Początek - recenzja serialu

Japoński serial grozy jest już na Netflix. Czy strach się bać?

Polecamy
Lubaszenko nie w formie
Lubaszenko nie w formie

Zgrane schematy z ministrem chamem czy hollywoodzki pomysł zmiany płci nie są już samograjami, które bez solidnej realizacji zapewniałyby sowitą dawkę rozrywki.

„Legenda” rodem z Hollywood
„Legenda” rodem z Hollywood

„Jestem legendą” jest już czwartym filmem opartym na powieści Richarda Mathesona. Jest jednak pierwszym, który Hollywood zrealizował tak, jak to tylko on potrafi – z rozmachem i wielomilionowym budżetem.

Premiery filmowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
"Siła ognia"- film 2019
Siła ognia - recenzja

Czy warto zobaczyć najnowsze dzieło Olivera Laxe'a?

Guns Akimbo
Guns Akimbo - recenzja

Daniel Radcliffe i Samara Weaving w szalonym filmie akcji o brutalnym reality show.

Konkurs Ziaja