Recenzje - Kino

That’s the adrenaline, baby

2009-10-30 09:31:42
 Król nie żyje, niech żyje Król! – chciałoby się krzyknąć po seansie paradokumentu „This Is It”, w którym świętej pamięci Michael Jackson potwierdza, że jest godny miana Króla Popu.


„This Is It” to posklejane w jedną całość fragmenty prób do serii pięćdziesięciu koncertów, które Michael Jackson planował zorganizować w Londynie. Po dziesięciu latach nieobecności, 50-letni artysta postanowił powrócić na koncertową scenę, aby prawdziwie i godnie się z nią pożegnać. Początkowo londyńskich występów miało być dziesięć, ale w związku z ich niesamowitą popularnością Król Popu zgodził się na pięciokrotne zwiększenie ich liczby. Jak wiemy, lipcowe koncerty nie doszły w końcu do skutku z powodu nagłej śmierci Michaela. A co by było, gdyby jednak się odbyły?

Bez dwóch zdań, byłyby to najwspanialsze koncerty w historii muzyki, robione z epickim rozmachem w niespotykanie efektownej otoczce. Próby, które są pokazane w „This Is It”, emanują mocą co najmniej elektrowni jądrowej – a były to przecież tylko ćwiczenia przed wielkim show! Najlepsi tancerze z całego świata, dla których praca z Jacksonem była spełnieniem marzeń, najznakomitsi specjaliści od oprawy audiowizualnej, genialni muzycy, a na czele tej jednej, dużej rodziny – Michael Jackson.

W „This Is It” MJ daje się poznać jako perfekcjonista, który doskonale zna się na tym, co robi. Jak mówi jeden z jego muzyków, Michaela „nie da się oszukać – trzeba znać jego utwory i zagrać je przynajmniej tak dobrze, jak oryginał”. Jackson chce, żeby jego piosenki brzmiały tak, jak je napisał, tak jak zna je publiczność. Pragnie, aby wszystko harmonijnie ze sobą współgrało i potrafi przyczepić się do jednej, krótko trwającej nuty tylko dlatego, że nie pasuje ona do jego koncepcji danego utworu. Królowi Popu towarzyszą znakomici artyści muzyczni, którzy tak jak on chcą uzyskać perfekcyjne brzmienie i potulnie, acz z wielką ochotą dostosowują się do jego wymagań. Michael Jackson bawi się swoim głosem, delektuje się wszechogarniającym muzycznym katharsis – jego miłość do muzyki przejawia się w każdym jego geście i jest to iście piękny widok, obserwować jak człowiek, którego jedna z płyt została okrzyknięta najlepszą płytą wszech czasów, nie poprzestaje na sztucznym odtwarzaniu kolejnych hitów, ale żyje nimi, oddycha dźwiękami.

Ten gość ma 50 lat – to hasło aż ciśnie się na usta, gdy na ekranie pokazane jest, jak Michael Jackson się rusza w rytm muzyki. Kultywując wciąż ten sam oryginalny styl tańca, MJ jest niedoścignionym wzorem i idolem tancerzy, którzy występują wraz z nim na scenie. Energia dosłownie bijąca od niego w każdym ruchu, niemal perfekcyjna kontrola nad własnym ciałem – jakże to inny widok od obrazu pięćdziesięciolatka, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, zalegającego przed telewizorem i narzekającego na ból kolan. Jasne jest, że Michael dzięki swojej sławie i pieniądzom miał dostęp do różnych zabiegów odmladzających i usprawniających ciało, ale pomimo tego nie sposób nie docenić jego starań, które włożył w to, aby nieustannie być w formie i zadziwiać nią świat.

Tak właśnie wygląda „This Is It”. Wydaje się, że jest to paradokument o showmanie w kwiecie wieku, okazie zdrowia, który będzie jeszcze długo zachwycał publiczność na całym świecie. Ale 25 czerwca 2009 roku Michael Jackson zmarł.

Dlaczego to piszę? Równolegle z wielką kampanią marketingową „This Is It”, głoszącą m.in. to, że film będzie w kinach tylko przez dwa tygodnie (za to w Internecie będzie na zawsze), odezwały się głosy przeciwników filmu, którzy stworzyli kontr hasło „This Is Not It”. Ci ludzie utrzymują, że przygotowania do trasy koncertowej były bezpośrednią przyczyną śmierci Króla Popu, a winą za tę tragedię należy obarczyć firmę-promotora tejże trasy - AEG. Co może wydać się paradoksalne, potwierdzeniem tej tezy mógłby być film „This Is It”.

Ten paradokument jest bowiem niezwykle cukierkowy i przedstawia idealną wizję współpracy artysty z otoczeniem. Michael jest jak Piotruś Pan, a jego świta to bezkonfliktowi mieszkańcy Nibylandii. Trudno uwierzyć, że w tak potężnym przedsięwzięciu nie było żadnych, kolokwialnie mówiąc, zgrzytów czy niesnasek, a wszystko toczyło się w atmosferze ogólnej miłości. „This Is It” pokazuje wielkiego artystę, który chce dopieścić swój zamysł koncertu, a wszyscy inni się do niego dostosowują. Nie pokazuje Michaela Jacksona, którego stan zdrowia jest wątpliwy i dla którego przygotowania do trasy kończą się zgonem.
Wśród zarzutów przeciwników dokumentu pojawia się fakt, że Michael był wyczerpany próbami i ważył w chwili śmierci tyle, co dobrze pojedzona modelka – szałowe 49 kg. Rzeczywiście, na tle swoich umięśnionych tancerzy artysta wygląda co najmniej chorowicie, choć nie brak mu werwy – a może po prostu te sceny, w których byl skrajnie wycieńczony i naszpikowany lekarstwami zostały wycięte dla dobra filmu i dla jego kasowego powodzenia?

Reżyser „This Is It”, Kenny Ortega, notabene twórca komedii (dramatu? filmu familijnego? horroru?) High School Musical, był również reżyserem widowiska, które miało się odbyć w londyńskiej hali O2. Podobno musiał on pomagać Michaelowi w jedzeniu i wchodzeniu na schody. Można się także zastanawiać nad sensem wyprodukowania paradokumentu w tak ekspresowym tempie – w końcu od śmierci Michaela minęły zaledwie cztery miesiące – który w gruncie rzeczy jest zlepkiem teledysków koncertowych, poprzetykanym wywiadami z tancerzami i artystami oraz efektami specjalnymi od kuchni. Czy jest to próba szybkiego zarobienia pieniędzy na symbolu, jakim był Michael Jackson? Oby odpowiedź na to pytanie była przecząca, choć wyniki finansowe filmu pokazują, że będzie to bardzo lukratywne przedsięwzięcie. A spuścizna po artyście jest przecież pokaźna – sądzę, że niedługo na półki sklepowe trafi płyta, na której będą niepublikowane dotąd utwory, co więcej, na jednym longplay’u się nie zakończy. Mam przeczucie, że z MJ będzie jak z 2pac’iem, który najwięcej swoich płyt sprzedał po własnej śmierci.

Recenzję „This Is It” pisałem z pozycji umiarkowanego fana Michaela, ale nie fanatyka. I muszę przyznać, że ten paradokument jest widowiskiem ciekawym, aczkolwiek nie wybitnym, chociaż ci najbardziej zagorzali fani będą zachwyceni. Z jednej strony dość męczące jest oglądanie tak długiego filmu bez jakiejkolwiek fabuły, ale jest też druga strona – poczuć, po śmierci Króla, że jest on nadal wśród nas, że miłość do jego muzyki nie wygasła, a jego przesłanie jest nadal aktualne i potrafi poruszyć ludzi – te wrażenia są bezcenne. Michael Jackson chciał poprzez pięćdziesiąt koncertów zabrać swoją publiczność na wielką przygodę, w miejsca, w których jeszcze nigdy przedtem nie byli. Nie udało mu się, przedwcześnie zakończył swój pobyt na ziemi, którą chciał uczynić miejscem lepszym.

Dlaczego zmarł ?– podobno lekarz podał mu śmiertelną dawkę leku przeciwbólowego. „This Is It” nie pokazuje zmagań Michaela z bólem, tylko artystę w swoim żywiole – i takiego starajmy się go zapamiętać. MJ to postać tragiczna pod wieloma względami: chłopiec w filigranowym ciele mężczyzny, który pozostał dzieckiem, ponieważ praktycznie nie miał prawdziwego dzieciństwa. Showman, który zarobił nagle tyle pieniędzy, że nie mógł sobie z tym faktem poradzić i za wszelką cenę chciał poprawić swój wygląd. Wreszcie genialny muzyk, który inspirował miliony. Jeśli chcesz zobaczyć go w niezłej formie, energicznego i zakochanego w dźwiękach – „This Is It” to dla ciebie mus. Ale jest też druga opcja – załóż słuchawki, włącz album „Thriller” i przypomnij sobie Michaela u szczytu, gdy świat go poznał i pokochał. Dla mnie pozostanie tym czarnoskórym geniuszem z okładki swojej najbardziej popularnej płyty.

Wojciech Busz
(wojciech.busz@dlastudenta.pl)

Recenzja powstała dzięki:

Słowa kluczowe: This is it, Michael Jackson, król popu, koncert londyński, muzyka, premiera, film, show, Cinema City
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • MJ [0]
    Sylwia
    2009-11-03 22:09:33
    świetna recenzja! Ja muszę przyznać, że THis is it, odnowił we mnie żal, poruszył tęsknotę. Michaela znałam od dzieciństwa, lubiłam jego muzykę, ale kojarzyłam tylko największe hity.Teraz, po Jego śmierci odkrywam na nowo Jego muzykę i Jego sylwetkę, im więcej wiem, tym bardziej łzy cisną się do oczu, że tak wspaniały człowiek odszedł...
Zobacz także
Pętla - film
Pętla - recenzja

Debiutujący Seon-ho Jo zadziwia tym, jak sprawnie i dojrzale realizuje swój film.

Ciche miejsce
Ciche miejsce - recenzja

O tym horrorze powinno być... głośno! Przeczytaj recenzję filmu.

Player One
Player One - recenzja

Steven Spielberg w hołdzie dla współczesnej popkultury. Czy udanym? Przeczytaj recenzję!

Polecamy
Jak urzekła mnie galareta bez mózgu...
Jak urzekła mnie galareta bez mózgu...

„Potwory kontra Obcy" nie są i nie będą takim hitem, jak „Shrek" czy „Potwory i spółka". Jest to jednak kawał świetnej animacji z dobrym dubbingiem i śmiesznymi dialogami.

Dojrzewalnia młodych Norwegów
Dojrzewalnia młodych Norwegów

„Reprise” to śmiesznonieśmieszna historia o życiowych udacznikach i kilku kobietach, z których najważniejsza jest literatura.

Premiery filmowe
Kupony i kody rabatowe
Zapowiedzi filmowe
O nich się mówi
Ostatnio dodane
Pętla - film
Pętla - recenzja

Debiutujący Seon-ho Jo zadziwia tym, jak sprawnie i dojrzale realizuje swój film.

Ciche miejsce
Ciche miejsce - recenzja

O tym horrorze powinno być... głośno! Przeczytaj recenzję filmu.